R e k l a m a

Odpowiedz do: Życie …ach życie

Pajęczno Forum Forum mieszkańców powiatu pajęczańskiego Życie …ach życie Odpowiedz do: Życie …ach życie

#62662
Jan
Gość

A może teraz Panowie? Mam nadzieję, że nie wystraszyłam kawalerów.

A są tu tacy? U mnie staż, przynajmniej ten “oficjalny” nieco krótszy niż u @jaKa (jaKi? jaKiej? 😉 ).
A jak ja to widzę? Najpierw spójrzmy pragmatycznie. Małżeństwo to pewien kontrakt, który zawieramy dobrowolnie, a na mocy którego na pewno, jak pisze @Kalina, godzimy się stłamsić jakąś część siebie w zamian za pewne korzyści. “Korzyści” brzmią nieco bezdusznie, ale przecież nie robilibyśmy tego, gdyby nie było to dla nas korzystne? Jak zawsze, najważniejsze, żeby bilans zysków i strat był dla obu stron dodatni. A więc kluczem do udanego, długotrwałego związku będzie taki dobór małżonka, aby tych wyrzeczeń i poświęceń było jak najmniej względem korzyści. We dwoje łatwiej nam utrzymać “gospodarstwo domowe”, druga połówka to wsparcie czy pomoc, gdy ich potrzebujemy, razem jest nam też po prostu raźniej. No i ważny przecież aspekt, nie bądźmy pruderyjni – mąż/żona to stały partner seksualny. Z perspektywy interesu społecznego – monogamiczny związek to potencjalnie lepsze, również od strony ekonomicznej, wychowanie dzieci.
No dobra, a gdzie tu miłość? Należałoby zacząć od jej definicji, dla jednych w ogóle coś takiego istnieje, dla innych będzie to tylko ten żarliwy czas bezwarunkowego oddania i pożądania, a jeszcze inni nazwą tak umiejętność wspólnego bezkonfliktowego, choć już beznamiętnego funkcjonowania po 40 latach razem. Ale to tylko kwestia nazewnictwa. Pewne jest natomiast, że ten namiętny początkowy okres zawsze mija lub mocno przygasa, z czym niektórzy nie mogą się pogodzić i skaczą ze związku w związek lub z wyboru pozostają samotni. Pozostali, nierzadko z rozczarowaniem, wchodzą w ten dalszy, mniej romantyczny etap i tutaj zaczynają mieć znaczenie rzeczy brutalnie opisane przeze mnie w pierwszym akapicie, ale jeśli dobrze wybraliśmy, możemy liczyć na to, co już do końca życia będzie najważniejsze: empatia i poczucie odpowiedzialności za siebie. Myślę, że ogniste emocje z początku znajomości mogą być dobrą zaliczką na przyszłość, ale wiemy wszyscy, że czasem, gdy opadną, okazuje się, że nie zostało nic więcej, na czym można by budować związek. A więc, przede wszystkim zgodność “parametrów” małżonków i zbieżne zdanie co do warunków “kontraktu” i wzajemnych oczekiwań. No i ciągła praca nad utrzymaniem, a może nawet poprawieniem tego stanu. Wydaje mi się, że jeśli komuś bardzo doskwiera ofiara, którą poniósł zawierając układ zwany małżeństwem (nie mylić ze świadomością i zgodą na utratę części siebie), coś jest nie tak – albo źle wybrał i wspomniany przeze mnie bilans zysków i strat okazał się niekorzystny, albo jest typem osoby, która na choćby najmniejsze (a te, jak sądzę, są nieuniknione) ustępstwa czy poświęcenia iść nie potrafi. I tu pojawiają się pytania bez odpowiedzi: gdzie leży granica między szlachetnym poświęceniem się drugiej osobie, nawet kosztem własnych potrzeb, a zwykłym dawaniem się wykorzystywać? Gdzie kończy się walka o siebie w związku, a zaczyna egoistyczna odmowa pójścia na jakikolwiek kompromis? 🙂