Referendum w sprawie odwołania burmistrza Piotra Mielczarka oraz Rady Miejskiej w Pajęcznie nie dojdzie do skutku. Inicjatorzy pomimo zebrania kilkuset podpisów zrezygnowali.
Pod koniec ubiegłego roku gminę Pajęczno obiegła informacja o planowanym odwołaniu burmistrza Piotra Mielczarka. Grupa mieszkańców pod przewodnictwem sołtys Dylowa Szlacheckiego Kamili Krzak-Sojda zadeklarowała przeprowadzenie referendum.
– Decyzja ta to wyłącznie obawa o naszą przyszłość. Nikt nas nie obroni przed tym co mamy za płotem. Ktoś, kto mieszka dalej od składowiska, nie zrozumie. Ale niech chociaż przez chwilę postawi się na naszym miejscu! Decyzja ta to wyłącznie odpowiedź na złą politykę. A ta wkradła się do gminy Pajęczno w sposób podstępny i pędzi jak walec nie patrząc na nas. I przede wszystkim decyzja ta to odpowiedź na pytanie: Ale po co? Odpowiem prosto: bo władza, która nie słucha ludu, wcześniej czy później zostanie zmieniona. Tłumacząc prywatnie napiszę Państwu tylko, że spodziewam się dziecka i jako matka obawiam się o jego przyszłość, gdy władza boi się powiedzieć NIE DLA WYSYPISKA! Ja się nie boję. Ambicji politycznych nie mam. Mam jedynie wiarę na lepsze jutro! Można się zgadzać lub nie z takim wnioskiem, ale pamiętajmy, że każdą władzę wybieramy my! Jeśli zaś władza o tym zapomina, to oznacza, iż zapomina o swoim wyborcy – mówiła w grudniu Kamila Krzak-Sojda.
Lista zarzutów, jakie organizatorzy stawiali Mielczarkowi była długa. Zdaniem wielu mieszkańców włodarz nie tylko nie dotrzymał większości obietnic wyborczych, ale po prostu nie radzi sobie w rządzeniu gminą. Szerokim echem odbiła się również kolejna podwyżka opłaty za odbiór odpadów. Mieszkańcy zbulwersowani, że pomimo posiadania na swoim terenie wielkiego składowiska śmieci, płacą jedną z najwyższych stawek w regionie. Dodatkowo w tym samym okresie burmistrz Mielczarek wbrew wcześniejszym deklaracjom powołał zastępcę, który zarabiał będzie ponad 100 tysięcy złotych rocznie.
Organizatorzy referendum przystąpili do działania i wydawało się, że inicjatywa ma duże szanse powodzenia. W zaledwie kilka dni zebrano kilkaset podpisów mieszkańców niezadowolonych z aktualnej władzy. Jednak w ostatnim czasie z grupy dążącej do odwołania władz wycofywały się kolejne osoby. Wśród nich sołtys Dylowa Szlacheckiego, a zarazem jedna z inicjatorek referendum Kamila Krzak-Sojda. Rezygnację tłumaczyła panującym stanem pandemii oraz nie narażaniem gminy na koszty.
Na polu bitwy o odwołanie burmistrza i Rady Miejskiej pozostał Tomasz Powązka, który jednak uznał, że sam nie zdoła zebrać wymaganej ilości podpisów. Pełnomocnik oficjalnie zadeklarował, że zamyka referendum, a zebrane podpisy zostaną komisyjnie zniszczone.
Mieszkańcom niezadowolonym z rządów burmistrza i rady pozostaje wierzyć, że „żółta kartka” którą pokazali, da do myślenia władzom gminy.




