R e k l a m a
Strona głównaWiadomościPowiatMaja ucieka przed kalectwem - pomóż jej zdążyć!

Maja ucieka przed kalectwem – pomóż jej zdążyć!

Każdy ma swoją historię – niektóre piękne jak baśnie, inne pełne lęku. Nasza historia zaczęła się trzy lata temu, gdy mieliśmy powitać na świecie naszą wyczekaną córeczkę. Jedno badanie, słowa lekarza i w sekundę bajka zmieniła się w koszmar… “Państwa dziecko urodzi się ciężko chore” – te słowa zniszczyły mój świat. To było dokładnie 26 maja, mój pierwszy Dzień Matki. Najstraszniejszy dzień na świecie…

Płacz, histeria, niekończące się wizyty u lekarzy i tylko jedno pytanie – dlaczego to spotkało właśnie nas? Maja to nasza pierwsza, jedyna córeczka. W głowie miałam milion marzeń, wyobrażałam sobie jaka będzie, co będzie lubiła, na co będzie się wściekać, jaki będzie miała kolor oczek, czy będzie do mnie podobna… W jednej chwili to wszystko stało się nieważne. Żaden lekarz nie umiał powiedzieć, co dokładnie dolega mojej córeczce – diagnozy były różne, a każda bolała tak samo mocno.

Wcześniej nie mogłam się doczekać porodu, w tamtej chwili najchętniej zatrzymałabym Majeczkę pod sercem na zawsze. Tylko tam nic jej nie groziło, była blisko mnie, nie cierpiała! Tu, na świecie, nie umiałam jej pomóc. Bezsilność była najgorszym cierpieniem… Czekaliśmy na dzień porodu jak na skazanie, a gdy nastąpił, bałam się jak nigdy wcześniej.

Gdy się urodziła, widziałam ją tylko kilka chwil. Zapamiętałam, że miała ciemne włoski… Zabrali mi ją tak szybko, nie mogłam się nawet przywitać. Nie chciałam myśleć, że to mogłoby być też pożegnanie…

Maja od razu trafiła na stół operacyjny. Trzeba było zoperować przepuklinę i założyć zastawkę do mózgu. Nie zdążyła poczuć, czym jest ciepło maminych ramion, nie mogłam zapewnić jej bezpiecznego schronienia… Zaczęła życie i już trafiła na zimny stół operacyjny. Na szczęście udało się, moja dzielna córeczka wygrała to starcie! Maja miała ogromną wolę życia, swoją energią zadziwiała wszystkich. Po miesiącu mogłyśmy wyjść do domu. Ale to był dopiero początek zmagań.

Kolejne miesiące życia upłynęły pod znakiem szpitali. Moja maleńka córeczka przeszła więcej operacji, niż niejeden dorosły – wszystko po to, by usprawnić jej nóżki, ale także ocalić życie. Ostatnio zepsuła się zastawka. Wymioty, senność, opadające powieki – sądziliśmy, że to zatrucie. Zdążyliśmy do szpitala w ostatniej chwili… Nie chcę myśleć, co by mogło się stać, gdybyśmy dojechali tam za późno…

Spędziliśmy setki godzin pod salami operacyjnymi, przeżyliśmy silny stres i za każdym razem towarzyszyła nam wielka niewiadoma – co będzie dalej? To był straszny okres… Raz za razem ścierałam łezki kapiące na policzki, ze ściśniętym sercem obserwowałam Maję podaczas wielogodzinnej rehabilitacji. Chciałam ją zabrać, uwolnić od tego bólu, ale tłumaczyłam sobie, że to przecież dla jej dobra… Musiałam być silna – za siebie i za Maję.

Chociaż było ciężko, było też pięknie – Maja robiła ogromne postępy. Ciężka praca i wielomiesięczne cierpienie nie poszły na marne! Każdy jej uśmiech wynagradzał całe zło. Córeczka rozwijała się wspaniale i, mimo choroby, zdobywała nowe umiejętności. Ma niedowłady kończyn, ale zaczynała raczkować! Za wszelką cenę chciała pokonać swoją niepełnosprawność – podnosiła się w łóżeczku, walczyła ze wszystkich sił – to dawało nam wiarę w to, że Maja będzie sprawna!

Godziny rehabilitacji sprawiają, że Maja z dnia na dzień pokazuje coś nowego. Dzięki ortezom potrafi samodzielnie stać, poruszać się przy meblach i w balkoniku. Próbuje stawiać pierwsze kroki, chociaż jeszcze niedawno lekarze nie dawali na to szans. Gdy zrobiła pierwszy krok, popłakałam się z radości. Byłam taka dumna! Na złość lekarzom i całemu światu udowadniała każdego dnia, że wcale nie jest gorsza, że jeszcze na wiele ją stać!

Wierzę, że moja córeczka może sama chodzić, nie być skazana na wózek inwalidzki i niepełnosprawność. Już tak dobrze nam szło… Niestety, biodro mojej córeczki jest uszkodzone, musi być jak najszybciej zoperowana. Jeśli nie zdążymy, na ratunek będzie za późno, Maja nigdy nie będzie chodziła… Uszkodzone biodro każdego dnia niszczy się coraz bardziej. Lekarze muszą ustawić je w odpowiedniej pozycji, co sprawi, że córeczce będzie łatwiej się poruszać, będzie mogła nauczyć się samodzielnie chodzić!

Nie mam zdjęć, na których Maja jest smutna. Nie dlatego, że takich nie robię, tylko dlatego, że Maja cały czas się uśmiecha! Mimo swojej choroby rozsadza ją energia, jest małą gadułą, która zaraża wszystkich swoim optymizmem. Traktujemy ją jak zdrowe dziecko, bo córeczka nie chce żadnej taryfy ulgowej. Często wzusza mnie do łez, jak ostatnio, gdy krzyknęła za moimi plecami: “Mamo, biegnę!”. Odwróciłam się i widzę, jak Maja pędzi na czworaka, z wielkim uśmiechem na buzi. Przykro mi, że nie może biegać, bawić się jak inne dzieci… Ale ona zdaje sobie sprawę ze swojej niepełnosprawności. Gdy ktoś ją pyta, dlaczego jeździ na wózku, bez cienia wahania odpowiada: “bo mam chore nóżki”.

Maja jest największym szczęściem, jakie nas spotkało. Kochamy ją z całego serca i chcemy zrobić wszystko, by miała w życiu jak najłatwiej. By mogła chodzić… Jeden jej uśmiech wynagradza nam wszystkie troski i zmartwienia, więc walczymy i będziemy nadal walczyć o nią i dla niej. Sami jednak nie damy rady. Operacja musi odbyć się jak najszybciej, a NFZ każe nam czekać aż 3 lata!

Zwichnięte biodro niszczy się każdego dnia. Bez operacji wyrok będzie tylko jeden – niepełnosprawność, wózek, skazanie na pomoc innych do końca życia. Dostaliśmy termin prywatnej operacji na 6 listopada br. Zabieg może odbyć się bardzo szybko, ale jest warunek – musimy za to zapłacić. Dla nas to suma nie do zdobycia, dlatego, chociaż to bardzo trudne, zdecydowaliśmy się prosić o pomoc. Zrobimy dla Mai wszystko, ale nie jesteśmy w stanie uratować jej od niepełnosprawności. Prosimy, pomóżcie nam zawalczyć o zdrowie córeczki.

Ewelina Kowalska

 

Każdy kto chciałby wspomóc Maję może dokonać wpłaty za pomocą serwisu SiePomaga.pl

https://www.siepomaga.pl/maja-kowalska

Wystarczy kliknąć w powyższy link, a następnie przycisk Wesprzyj.

R e k l a m a

9 KOMENTARZE

guest
9 komentarzy
najstarsze
najnowsze najpopularniejsze
Inline Feedbacks
View all comments
Aga
Aga
3 lat temu

Tak . Ok.a czy rodzice i dziatki nie mogą sprzedać z jeden samochód mają chyba 3 a może więcej , kupili kombajn ciągnik ten duży itp nie są biedakami ,dziadek ma brata z emeryturą górniczą mieszka z nim jest sam ,przecież pobierają jego pieniądze.

daaaaaaff
daaaaaaff
odpowiedział na komentarz  Aga
3 lat temu

Co za je.any,zawistny naród!!! Chore dziecko to najwieksze nieszczescie w rodzinie i nikt nie chcialby byc na miejscu rodziny! Jesli mozna pomóc nawet 1zł przesylajac na konto to warto pomagac! Zawisc sasiadów nie zna granic! Jak jeden z drugim nie chcesz pomagac to po co to komentujesz? Idz wypij piwo pod sklepem albo posiedz na ławce przed domem! Wypisujecie,ile to rodzina ma pieniedzy! Co to was obchodzi? Zabrali wam? Prawda jest taka,ze pieniadze beda potrzebne nie tylko na operacje ale tez na dalsza rehabilitacje i to jest 10x tyle ile wynosi zbiórka!

agalena
agalena
odpowiedział na komentarz  Aga
3 lat temu

A kombajn i ciągnik pewnie na kredyt, który pewnie będzie trzeba spłacać latami ale rzecz na podwórku sąsiada w oczy kole, ciekawe czy roboty też im zazdroszczą.

Berek
Berek
odpowiedział na komentarz  agalena
3 lat temu

Maju jesteśmy z Tobą, a nie z kombajnem!

Magdi
Magdi
odpowiedział na komentarz  Aga
3 lat temu

Twoja inteligencja jest na poziomie 0!!
Tak wszystko pięknie odpisałaś,że aż mi się płakać chcę ile w Tobie zazdrości i nienawiści do bliźniego swego !!! może znasz numer konta prywatnego tej rodziny? z chęcią pomogę dziecku mimo wszystko!!!!!

Sąsiad
Sąsiad
3 lat temu

Teraz niedawno kupili też samochód …szkoda słów .

DobryCzłowiek
DobryCzłowiek
3 lat temu

Brak słów do komentarzy poniżej. Żadnej osobie poniżej nie życzę chorego,niepełnosprawnego dziecka,którym trzeba się opiekować tak naprawdę do końca życia. Naprawdę nie życzę !!! To ile dziadkowie lub ktokolwiek rodziny ma pieniędzy,samochodów lub innych rzeczy nie powinno interesować nikogo. Myślę,że dziadkowie tak samo wspomagają rodziców Mai jak tylko mogą. Poza tym koszty rehabilitacji i sprzętu ortopedycznego to nie jest wydatek jednorazowy tylko na całe życie w tym przypadku. Kolejna sprawa to jest zorganizowane przez fundację,a znając nasz kraj to bez powodu też by tego nie zorganizowali. Następna sprawa jest taka,że czy ktoś pomoże czy nie to jego dobra wola,nikt nikogo… Więcej »

Sylwia
Sylwia
odpowiedział na komentarz  DobryCzłowiek
3 lat temu

Jejku dlaczego w śród dobrych i niosących pomoc z całego serca trafi się jakaś męda i pisze głupoty. Aga Twój post jest pełen zazdrości i nieposzanowania. Tak kupili kombajn bardzo dawno bo mają gospodarstwo i jest im potrzebny do pracy. Gospodarstwo jest dziadlow Samochód muszą mieć niezawodny, gdyż Maja jeździ po całej Polsce do lekarzy. Jeżeli nie chcesz pomóc to przynajmniej nie krzywdz swoimi postami ludzi, którzy przeszli tak wiele. Powinniśmy wspierać rodziny z chorymi dziećmi 🙂 Maja nic się nie martw 🙂

Rodek
Rodek
3 lat temu

Urodziliśmy się zdrowi, a Maja nie. Kochani i to nas do czegoś zobowiązuje!