Grupa mieszkańców pod przewodnictwem sołtys Dylowa Szlacheckiego Kamili Krzak-Sojda zadeklarowała przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania burmistrza Piotra Mielczarka.
O planach odwołania burmistrza Pajęczna Piotra Mielczarka mówiło się już od kilku tygodni. Zdaniem wielu mieszkańców włodarz nie tylko nie dotrzymał większości obietnic wyborczych, ale po prostu nie radzi sobie w rządzeniu gminą.
Taką opinię najwyraźniej podziela sołtys Dylowa Szlacheckiego Kamila Krzak-Sojda, wspierana przez mieszkańców i sołtysów okolicznych miejscowości. W niedzielę 27 grudnia za pomocą mediów społecznościowych poinformowała o podjęciu decyzji w sprawie zorganizowania referendum.
Jak czytamy we wpisie, czarę goryczy przelało postępowanie Mielczarka w sprawie powiększenia składowiska odpadów oraz powołanie zastępcy:
– Decyzja ta to wyłącznie obawa o naszą przyszłość. Nikt nas nie obroni przed tym co mamy za płotem. Ktoś, kto mieszka dalej od składowiska, nie zrozumie. Ale niech chociaż przez chwilę postawi się na naszym miejscu! Decyzja ta to wyłącznie odpowiedź na złą politykę. A ta wkradła się do gminy Pajęczno w sposób podstępny i pędzi jak walec nie patrząc na nas. I przede wszystkim decyzja ta to odpowiedź na pytanie: Ale po co? Odpowiem prosto: bo władza, która nie słucha ludu, wcześniej czy później zostanie zmieniona. Tłumacząc prywatnie napiszę Państwu tylko, że spodziewam się dziecka i jako matka obawiam się o jego przyszłość, gdy władza boi się powiedzieć NIE DLA WYSYPISKA! Ja się nie boję. Ambicji politycznych nie mam. Mam jedynie wiarę na lepsze jutro! Można się zgadzać lub nie z takim wnioskiem, ale pamiętajmy, że każdą władzę wybieramy my! Jeśli zaś władza o tym zapomina, to oznacza, iż zapomina o swoim wyborcy – napisała Kamila Krzak-Sojda.
Czy referendalna inicjatywa ma szansę na powodzenia? Tego oczywiście na obecnym etapie ocenić nie sposób. Do przeprowadzenia referendum potrzebne będzie zebranie podpisów od 10% uprawnionych do głosowania mieszkańców gminy. W ostatnich wyborach prezydenckich głos mogło oddać 9139 osób. Zatem łatwo policzyć, że przeciwnicy Mielczarka musieliby zebrać podpisy od ponad 900 mieszkańców, aby móc zorganizować głosowanie nad jego odwołaniem.
Jeśli uda się to zrobić i referendum dojdzie do skutku, to kolejnym wymogiem na drodze do zmiany włodarza jest odpowiednia frekwencja. Do urn musi pójść co najmniej 3/5 głosujących spośród tych, którzy uczestniczyli w ostatnich wyborach, w których wybierano burmistrza. Przypomnijmy, że podczas głosowania w 2018 roku ważny głos oddało 5690 osób. Wynika z tego, że w referendum musiałoby wziąć udział ponad 3400 mieszkańców. Piotr Mielczarek pożegna się z fotelem burmistrza, jeśli za jego odwołaniem będzie więcej niż połowa głosujących.
Zgodnie z deklaracjami Kamili Krzak-Sojdy wniosek w sprawie referendum zostanie złożony po zakończeniu kwarantanny narodowej.
[yop_poll id=”6″]




