Firma „Anita” odpowiada na protesty mieszkańców i wyjaśnia

0

Firma „Anita” zaprzecza jakoby wylewała w Działoszynie i w sąsiednich miejscowościach groźne dla zdrowia ścieki. Przedsiębiorstwo przyznaje jednak, że regularnie wylewa na swoje pola bezpieczną dla środowiska i mieszkańców wodę deszczową. Na to jednak jest podstawa prawna. Uchwaliła ją w 2010 roku sama… Rada Miasta Działoszyn.

„To woda deszczowa”, uspokaja zakład

Od kilku tygodni mieszkańcy Działoszyna i okolicznych miejscowości żyją anonimowymi filmami, które ktoś wrzuca na YouTube. Widać na nich beczkowozy, które jak sugerują opisy, wylewają na pola i do lasu ścieki. Ścieki te przypisuje się firmie „Anita”, drugiemu największemu pracodawcy w Działoszynie.

Problem jednak w tym, że filmy nie pokazują wylewania ścieków, a rozlewanie wody deszczowej na pola będące własnością firmy. Zakład odcina się także od części nagrań, mówiąc wprost, że pokazują beczkowozy, które do niego nie należą. Niejasności jest więcej, bo ktoś celowo wprowadza mieszkańców w błąd, siejąc przy tym panikę i kierując podejrzenia na działoszyńskiego producenta.

Uspokajając mieszkańców ,zakład przyznaje ,że regularnie , na należące  do siebie pola wylewa wodę deszczową , która gromadzi się i zalewa aż 36 tys. m kw. terenów płaskich. Powód?  

Anita posiada olbrzymią mroźnię, zbudowaną w nowatorskiej technologii wentylowania posadzki. Gdyby wody opadowe dostały się pod posadzkę, stanowiłoby to zagrożenie dla bezpieczeństwa budynku. Dlatego muszą być bezwzględnie i regularnie, nawet po najmniejszych opadach, odprowadzane.  W  tym celu zakład na całym terenie ma wybudowaną kanalizację burzową. 

Pozostaje  jednak problem pozbycia się nadmiaru wody. Ponieważ gmina wycofała się z budowy kanalizacji do rzeki Warty, a miejska kanalizacja burzowa istnieje tylko w starej części miasta, dokąd wody opadowe trzeba dowozić cysternami, na co firma nie dostała zgody, „Anita” wybudowała 2 zbiorniki wodne, w których gromadzi nadmiar wód opadowych.  

W okresach bezdeszczowych, w tym w okresach suszy, zbiorniki te są opróżniane, żeby przygotować miejsce na następne opady. Opróżnia się je właśnie poprzez wywóz wody deszczowej na tereny prywatne należące do zakładu lub dzierżawione przez firmę. Żaden z tych terenów nie znajduje się w obrębie projektu Natura 2000, jak sugerują chociażby opisy nagrań. 

Firma zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt – geologiczny. Gmina Działoszyn leży bowiem na terenie niecki polodowcowej, gdzie teren jest bardzo zróżnicowany i pofalowany. Połacie pól z wsi Sadowiec położone są znacznie wyżej od terenu firmy „Anita” i sąsiednich firm, co sprawia, że nawet po małych opadach woda spływa na teren zakładów, dosłownie go zalewając. 

Miasto pozwala na wywóz wody

Firma wystąpiła już o pozwolenie wodnoprawne, które umożliwi jej swobody wywóz wody na pola. Wniosek czeka na rozpatrzenie. Póki co z pomocą przychodzą obowiązujące  w Działoszynie przepisy, które 9 lat temu uchwaliła sama Rady Miasta. O którym dokumencie mowa? 

O uchwale nr IV/11/10 Rady miejskiej w Działoszynie z dnia 28 grudnia 2010 r. w sprawie uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego MiG Działoszyn w części dotyczącej działek oznaczonych numerami ewidencyjnymi 702/1, 702/2, 703 położonych w obrębie geodezyjnym Sadowiec (Dz.U. W.Ł. nr 27, poz. 223). 

Uchwała w §12 pkt 2 stanowi: „do czasu realizacji systemu sieciowego, odprowadzanie wód opadowych i roztopowych może odbywać się powierzchniowo na teren własnej działki lub do lokalnych systemów kanalizacji deszczowej, przy czym w przypadku wykorzystania minimalnej powierzchni biologicznie czynnej na terenie działki budowlanej należy przyjąć rozwiązania pozwalające na zagospodarowanie wód we własnym zakresie, wykluczające zalewanie sąsiednich nieruchomości”. 

 Co to oznacza w praktyce? To, że firma „Anita” ma prawo do wywożenia wody deszczowej i rozlewania jej na swoich polach, do czasu, aż nie powstanie system odprowadzania wód opadowych i roztopowych w tej części miasta. Tego póki co nie ma!  

Poseł interweniuje. Ministerstwo Środowiska odpowiada

Nie ma jednak powodu do niepokoju, uspokaja zakład. Woda z opadów nie stwarza bowiem żadnego zagrożenia dla mieszańców, roślinności, ani dla wód gruntowych. Była ona wielokrotnie badana przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska. Potwierdza to zresztą pismo, jakie w 7 sierpnia br. od Ministerstwa Środowiska otrzymał poseł Paweł Rychliki. Jego treść została przez niego opublikowana na Facebook’u.

Poseł interweniował w ministerstwie w imieniu mieszkańców. 

W odpowiedzi otrzymał informację, że „W ramach prowadzonego postepowania sprawdzającego Łódzki WIOŚ zlecił Akredytowanemu Laboratorium Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska  w Łodzi pobranie prób z gleb działek, na które stosowane były ścieki lub wody opadowe i roztopowe przez kontrolowanego przedsiębiorcę. Wyniki analizy pobranych próbek nie wykazały przekroczeń dopuszczalnych wartości zbadanych substancji określanych w rozporządzeniu Ministerstwa Środowiska z dnia 1 września 2016 w sprawie sposobu prowadzenia oceny zanieczyszczenia powierzchni ziemi (Dz. U. z 2016 roku, poz. 1395).” 

W konsekwencji tego, w dniu 17 stycznia 2019 śledztwo wobec „Anity” umorzono, o czym w opublikowanym piśmie informuje także poseł Rychlik.

Firma jednocześnie przyznaje, że podczas prowadzonych kontroli WIOŚ dopatrzył się pewnych nieprawidłowości. Dotyczyły one przede wszystkim „naruszenia obowiązujących przepisów oraz pozwoleń na korzystanie ze środowiska udzielonych w związku z prowadzoną działalnością”, czytamy w piśmie Ministerstwa Środowiska do posła Rychlika. 

Te naruszenia, to jak informuje „Anita”, m.in. brak liczników na beczkowozach rozwożących wodę oraz brak wpisu w ewidencji gruntów, informujących że Grzegorz Mordalski (właściciel zakładu – red.) jest właścicielem działek, na których zagospodarowane są odpady. W dniu kontroli właścicielem części działek był najbliższy członek rodziny właściciela firmy. Obecnie wszystkie te działki należą do właściciela firmy „Anita”. Sprawa została skierowana do Sądu Rejonowego w Wieluniu. Firma została ukarana grzywną.

Zakład zaprzecza także plotkom, jakoby nie posiadał odpowiednich pozwoleń na odprowadzanie ścieków. Otóż firma „Anita” posiada  Decyzję Starosty Powiatowego w Pajęcznie nr 70/2017, która udziela pozwolenia wodnoprawnego na rolnicze wykorzystanie ścieków przemysłowych (poprodukcyjnych) wytwarzanych w zakładzie. Pozwolenie to obowiązuje i firma nadal może korzystać z niego. Te ścieki mogą trafiać na pola, zgodnie z obowiązującymi przepisami. Nie mają one jednak przykrego zapachu.

W piśmie tym czytamy, że zakład ma pozwolenie wodnoprawne na rolnicze wykorzystanie ścieków przemysłowych (poprodukcyjnych) wytwarzanych w zakładzie w następującym zakresie: rolniczym zagospodarowaniu podczyszczonych ścieków przemysłowych (poprodukcyjnych). Pismo to nakłada także na zakład warunki i wymagania, które są spełniane. Dokument można znaleźć w BIP-ie, jest on ogólnodostępny.

Nieprawdą jest także podawana w mediach informacja o wykryciu metali, które przekraczałyby normy nawet dopuszczalne w artykułach do spożycia.

Co mogłoby usunąć problem wód opadowych „Anity”? Firma odpowiada, że instalacja burzowa w tej części Działoszyna. Tutaj jednak miasto rzuca kłody. W 2014 roku została podpisana pomiędzy przedsiębiorstwem „Anita” a gminą Działoszyn umowa o partnerstwie publiczno-prywatnym na budowę kanalizacji deszczowej o długości 1800 m spod Sadowca do rzeki Warty. Kanalizacja ta zbierałaby nadmiar wód opadowych i gruntowych i odprowadzała je do rzeki Warty. Firma „Anita” otwarta była na współfinansowanie tego przedsięwzięcia w mieście.

Inwestycja ta rozwiązałaby problem zalewania terenu zakładu i sąsiednich firm przez wody opadowe. Co więcej, wyeliminowałaby konieczność wywożenia i rozlewania wody deszczowej na pola, tak jak to ma obecnie miejsce. Niestety projekt został storpedowany przez Koło Wędkarskie oraz burmistrza Rafała Draba i nie doczekał się realizacji. Na dokumentację projektową firma Anita zdążyła wydać ok. 100 tys. zł. Do dziś tego typu kanalizacja w tej części Działoszyna nie powstała, pomimo otwartości przedsiębiorstwa na jej realizację i sfinansowanie. 

Powstała natomiast wewnętrzna przemysłowa oczyszczalnia ścieków. Ta już od kilkunastu lat działa na terenie zakładów, o czym większość mieszkańców nie wie. To właśnie do tej oczyszczalni  trafiają ścieki pochodzące z procesu produkcji. Tam są oczyszczane, a następnie oczyszczone są odprowadzane do kanalizacji. W najbliższy miesiącu oczyszczalnia ma doczekać się kolejnej modernizacji. Będą montowane urządzenia holenderskiej firmy Nijhuis, lidera na rynku .

Smród nad Działoszynem się jednak unosi. Zauważa to także firma „Anita”. Na przestrzeni ostatnich miesięcy przedsiębiorstwo wielokrotnie zgłaszało problem na policję, przedstawiając jednocześnie materiał dowodowy w postaci zdjęć i nagrań. Widać na nich, jak ktoś wylewa potwornie cuchnące nieczystości na pola.  Kto? To pytanie do śledczych.

W tych sprawach prowadzone są obecnie czynności mające na celu ustalenie sprawców. „Nie nasze smrody” – tak w ostatnim wystąpieniu na antenie TVP mówił dyrektor zarządzający zakładu. Na dowód zabrano dziennikarzy TVP i Radia Łódź na dwa pola. Na polu należącym do zakładu dziennikarze zgodnie przyznali, że nic nie czuć.

Na drugim polu, na które trafiają niezidentyfikowane odpady nie pochodzące od „Anity”, czuć było potworny smród. Co również zauważyli dziennikarze i podali w swoich relacjach z dnia 7 sierpnia na antenie TVP 3 Łódź oraz Radia Łódź.

Jak zapowiada dyrekcja zakładu, wobec osób, które rozpowszechniają nieprawdziwe informacje, szkalujące dobre imię firmy, wyciągnięte zostaną konsekwencje prawne. 

Artykuł sponsorowany