zbigniew
Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
zbigniew
UczestnikDo Mariusza. Zdjęć dotyczących Siedlca niestety nie posiadam żadnych. Dane historyczne np. opisy miejscowości w Królestwie Polskim, oraz wzmianki o Siedlcu w opracowaniu „Dzieje kościelne Pajęczna” ks.prof. W. Wlaźlaka są dostępne w internecie. Niestety, na obecną chwilę nie posiadam nic więcej, co wyżej napisałem. Ponieważ w obszarze moich zainteresowań jest genealogia i historia okolicznych majątków ziemskich, jeżeli coś ciekawego odkryję, to chętnie się tym podzielę na forum.
zbigniew
UczestnikW załączeniu brakujące zdjęcie do mojego posta.
Attachments:
zbigniew
UczestnikWchodząc główną bramą na nasz cmentarz, po prawej stronie znajdziemy grób (grobowiec) wykonany z piaskowca z charakterystycznym metalowym płotem (zdjęcie FS_Pajeczno). Czas zrobił swoje, dziś z trudem można odczytać kto spoczywa w tym miejscu. W aktach metrykalnych zgonów odnalazłem, że mogiła ta kryje szczątki 33 letniego Franciszka Staniszczaka zmarłego na początku styczniu 1900 roku. Ale to nie on będzie główną postacią tego wpisu. Na jego mogile jest płyta nagrobna (zdjęcie Rozdrażewski_Pajęczno) Stanisława hrabiego Rozdrażewskiego herbu Doliwa, dziedzica Dylowa Szlacheckiego zmarłego 26.09.1897r. w wieku 49 lat. Rodzicami Stanisława byli Antoni Franciszek Rozdrażewski i Salomea z domu Walewska. Gdzie jest, gdzie był jego właściwy grób, czy w tej najstarszej części cmentarza o czym napisałem w poprzednim poście, nie wiem. Może ktoś z Forumowiczów posiada w tym zakresie wiadomości. Ktoś przeniósł tę nagrobną płytę Rozdrażewskiego i umieścił ją w tym miejscu, gdzie znajduje się obecnie. W ten sposób uchronił od zniszczenia i zapomnienia jedyną pamiątkę po właścicielu dóbr, z pobliskiego Dylowa Szlacheckiego. Był to jeden z wielu innych, dużych majątków z okolic Pajęczna. W jaki sposób Rozdrażewski stał się właścicielem Dylowa Szlacheckiego, nie wiem. Nie pochodził z tych stron. Więc pewnie drogą kupna rodzina Rozdrażewskich nabyła tę posiadłość od poprzednich właścicieli i Stanisław zarządzał tym majątkiem. Rodzina Rozdrażewskich to rodzina o dość dużym umocowaniu w historii naszego państwa na przestrzeni wieków.
A tak na marginesie tego wpisu dodam (nieco plotkarsko), że w 1902r. (pięć lat po śmierci męża) wdowa po Stanisławie Rozdrażewskim, Joanna w wieku 45 lat popełniła mezalians wychodząc ponownie za mąż, za 25 letniego mieszkańca Dylowa, który był służącym w jej posiadłościach. Prawdopodobnie bardzo źle skończyło się to dla dóbr w Dylowie. Na owe czasy był to wielkiego formatu skandal, którym niewątpliwie żyli nasi przodkowie.Attachments:
zbigniew
UczestnikW poprzednich postach napisałem, że nasz obecny cmentarz powstał około roku 1811, kiedy to po raz pierwszy w aktach zgonu pojawia się słowa „nowy cmentarz w kierunku Siedlec”. Ta pajęczańska nekropolia liczy więc ponad 200lat. Wcześniej grzebano naszych przodków na ternie wokół kościoła. W przypadkach epidemii, które co jakiś czas wybuchały, zmarłych chowano we wspólnych mogiłach poza granicami miejscowości.
Dziś kiedy wchodzimy na teren cmentarza furtą od strony parkingu (urządzonego w miejscu dawnych Glinianek), to nasze kroki stawiamy najprawdopodobniej w najstarszej części cmentarza. Obecnie wyróżnia się tam miejsce, na którym nie ma grobów, a przynajmniej ich nie widać. Miejsce to porastają jakieś chwasty i trawy, a obecnie staje śmietnikiem. A tak być nie powinno. Bo tam są groby, co prawda niewidoczne, ale są. Znajdują się tam groby, grobowce księży (głównie proboszczów), którzy zmarli w trakcie posługi w pajęczańskiej parafii. A to także jest nasza historia. W tej części cmentarza widoczny jest tylko grobowiec małżeństwa Sławianowskich (zdjęcie Grobowiec Sławianowskich_Pajęczno), bardzo łatwo go znaleźć. W poprzednim poście pisałem o nagrobku Sławinowskich, znajdującym się na terenie kościoła. Ten nagrobek rodzicom ufundowali synowie. Jednym z nich był Stefan Bonin Saryusz Sławianowski. I właśnie w tym grobowcu spoczywa on wraz ze swoją żoną. Dziedzic dóbr Dworszowice Pakoszowe, Ostrołęki a także Dworszowic Kościelnych z przyległościami Stefan Bonin na Sławianowie herbu Jelita Sławianowski zmarł w Dworszowicach Pakoszowych dnia 07.06.1858r., a jego małżonka Antonina z Wzdulskich herbu Jastrzębiec zmarła dnia 04.02.1860r. Jest to jeden z najstarszych widocznych grobowców. Niestety widać na nim ślady upływającego czasu. Warto byłoby te najstarsze mogiły uchronić przed dewastacją jaką niesie czas i warunki klimatyczne oraz dewastacją tych, którzy w tym miejscu robią śmietnik.Attachments:
zbigniew
UczestnikDo Marka. Czy zdjęcie „żwirowni” jak i te dotyczące osób z tzw. asysty można „zapodać” w większej rozdzielczości?
zbigniew
UczestnikSłynne „Kozie Górki”. Miejsce kaskaderskich skoków ze skarp. A działo się to na terenie cmentarza, na którym wieczne odpoczywanie znaleźli mieszkańcy Pajęczna narodowości żydowskiej.
Czy dałoby radę wstawić to zdjęcie w wyższej rozdzielczości?zbigniew
UczestnikHistoria Pajęczna wiąże się nierozerwalnie z historią parafii. A nasza parafia to także okoliczne miejscowości, gdzie swój żywot wiedli przeróżni ludzie. Może nie wszyscy wiedzą, ze kiedyś do parafii pajęczańskiej należały Dworszowice Pakoszowe. Właścicielami Dworszowic, Ostrołęki i innych okolicznych wiosek byli Sławianowscy herbu Jelita. Przypuszczam, że te dobra należały do nich już w XIIIV. Potem majątek ten sprzedano Bartnickim. A jaki związek mają Sławianowscy z Pajęcznem, a konkretnie z kościołem? Nieco starsi Forumowicze może pamiętają, że w naszym kościele WNMP po prawej stronie, obok ołtarza św. Józefa stał czarny nagrobek. Był to nagrobek, który swoim rodzicom Antoninie i Antoniemu Sławianowskim w dowód pamięci synowie „położyli”. Epitafium z tego nagrobka umieściłem na zdjęciu nr 1S. Treść pochodzi z archiwalnego opisu kościoła. Czy był to tylko kamień nagrobny, a pod nim był właściwy grób, tego nie wiem. Antoni Sławianowski Rotmistrz Chorągwi Pancernej zmarł w 10.11. 1810r. W jego akcie zgonu, który jest na zdjęciu 2S jest napisane „Jacet in Coemeterio versus Altare major (lub majus)”, co można przetłumaczyć „leżąc na cmentarzu w kierunku większego ołtarza”. Wtedy jeszcze funkcjonował cmentarz przykościelny. Czy ten zapis świadczy o miejscu pochówku, tzn. teren kościoła jako budynek, czy teren cmentarza przykościelnego, trudno jest mi rozstrzygnąć. Akt zgonu żony Antoniego Antoniny Sławianowskiej zmarłej 20.08.1828r. nic nie mówi o miejscu pochówku.
Dziś tego czarnego pomnika nie ma już wewnątrz kościoła. Jest na terenie przy kościele, wciśnięty w róg. Idąc do kaplicy pogrzebowej nie można go, nie zauważyć. Można podejść i odczytać wyryte w kamieniu epitafium. Nie wiem na jakiej podstawie, i z jakich przyczyn, ten prawie dwustuletni zabytek, świadczący o historii parafii Pajęczno niszczeje na zewnątrz, narażony na warunki pogodowe (Zdjęcie nr 3S). Jest to przecież historia naszej Małej Ojczyzny. Może są jakieś plany dotyczące tego pomnika, o których ja nie wiem.
Na terenie naszego kościoła znajduje się grób Marcina Bielskiego i jak napisane jest w książkach jego syna Joachima. Syn i ojciec to znamienite postacie. Historycy, pisarze związani z dworem królewskim a pochodzili z pobliskiej Białej. Marcin zmarł w 1575r. a Joachim w 1599r. Marcin został pochowany naszym kościele. Co prawda wtedy był to inny kościół, mam na myśli budynek. Bo ten obecny został wybudowany w drugiej połowie XVIII wieku przez ks. Franciszka Dziurkiewicza. Wieść gminna niesie, że grób Bielskiego znajduje się pod posadzką zakrystii. Czy tak jest naprawdę? Zapisy historyczne mówią o wielkim pożarze kościoła w 1810r. i wtedy ponoć zniszczeniu uległ grób naszego kronikarza.
Szkoda, że nie ma żadnej płyty, tablicy informującej o tym, że jest tu pochowany M. Bielski.
A jeżeli chodzi o groby wewnątrz, to w opisie kościoła z początku XIX wymienia się grób ks. Przedborskiego (zdjęcie 4G). Myślę, że pod posadzką kościoła znajdują się groby innych znamienitych Pajęczan, o których ja, niestety nic nie wiem. Tak się tylko domyślam, bo pochówki w kościołach były w tamtych czasach naturalne. Nie dotyczyły oczywiście wszystkich.zbigniew
UczestnikPonieważ jest zima mam pytanie do Forumowiczów związane z historią Pajęczna.
Co to były Glinianki, gdzie były i co jest teraz w tym miejscu? Myślę, że nieco starsi pamiętają a nieco młodsi przeczytają. Glinianki w latach 60 to Centrum Sportów Zimowych (a konkretnie łyżwiarskich).
Był to zbiornik wodny, po wyrobisku gliny przy cmentarzu, naprzeciw straży. Zbiornik zajmował miejsce od drogi (obecnie Targowa) przy murze cmentarnym prawie do skrzyżowania ulic Wiśniowej z 1 Maja. Kiedyś to miejsce było Centrum Sportowym (nie ma tu żadnej złośliwości). W czasach kiedy zima to była zima, Glinianki zamarzały i rozpoczynały się szaleństwa na łyżwach. Hm…, ale to nie były takie łyżwy z butami, jakie można obecnie kupić. Były to bardzo ciężkie łyżwy przykręcane do butów, mocowanie to było coś w rodzaju szczęk skręcanych przy pomocy kluczyka. Inne modele łyżew miały z przodu szczęki a z tyłu taki specjalny uchwyt, który się wkładało w tzw. blaszkę (otwór w obcasie buta z przymocowaną specjalna blaszką). Można powiedzieć, że wtedy to były buty. Dziś nie ma szans na wykonanie we współczesnym obuwiu takiego rozwiązania. No i oczywiście łyżwy były mocowane paskiem przechodzącym w otworze w łyżwie i spinanym na bucie. Tak uzbrojony w łyżwy oraz nieśmiertelna czapkę pilotkę oraz kurtkę i rękawice, zawodnik lub zawodniczka wjeżdżał na lód na Gliniankach. Zawodnicy dzieli się wg jakiś reguł na dwie drużyny i zaczynała się walka sportowa. Sprzęt hokejowy był bardzo zróżnicowany. Kije hokejowe… to były kawałki gałęzi w zarysie przypominające kij hokejowy. Okoliczne drzewa cierpiały z powodu poszukiwaczy sprzętu, który był później scyzorykiem obrabiany. Krążek hokejowy to zwykle był jakiś niewielki kamień. Bramki stanowiły dwa większe kamienie. Była to przyczyna wielu zaciekłych sporów, czy po strzale „krążek” przeszedł obok słupka czy w światle bramki. No cóż nie istniały zapisy wideo, ale jakoś tam drużyny dogadywały się. „Kije hokejowe oraz krążki” były przyczyną wielu kontuzji. Zwłaszcza kiedy zawodnik dostał kijem w okolicy oka, to później chodził z takim śladem, który przybierał wszystkie kolory świata. A wiosną (wtedy były prawdziwe wiosny) kiedy lód zaczął topnieć Centrum Sportów Zimowych zamieniało się w Centrum Sportów Wodnych. Było pływanie na krach. Za napęd służył kawał kija i tak te „jachty” pływał wzdłuż, w poprzek. Czasami jakiś jacht rozpadał się lub załoga „wypadła za burtę”. Z reguły kończyło się to awanturą w domu, kiedy taki dzielny marynarz zupełnie mokry i zziębnięty wracał do domu.
Z biegiem czasu zaczęły się pojawiać prawdziwe kije, łyżwy z butami i Glinianki też zaczęły się zmieniać, zaczynały maleć, ich znaczenie jako centrum sportowego powoli gasło. Drugim Centrum Sportów Zimowych była Wapiennica. No oczywiście nie w takim kształcie jak obecnie. Była wtedy wyrobiskiem po kamieniołomach. Z groźnymi skałami, zboczami. Na Wapiennicy uprawiało się ekstremalne sporty zimowe. Zjazd po stromym zboczu pomiędzy potężnymi skałami wapiennymi. Zjazdy takie robiło się na byle czym. Elitę stanowili zawodnicy, którzy zjeżdżali na desce, do której przymocowana była para łyżew. Na tym wynalazku rozwijano kosmiczne prędkości.
Letnim Centrum Sportowym był Ług, który wiódł prym, a na drugim miejscu był Pietrzyków. Takie były to Centra Sportowe w dobie, kiedy nie wiedzieliśmy co to jest komputer, a telewizory w Pajęcznie można było policzyć na palcach. I dało się jakoś żyć bez telefonu komórkowego, bez internetu co dziś jest niewyobrażalne.
A bez tych rzeczy nam się udało jakoś i bawiliśmy się doskonale.
To wszystko co wyżej napisałem to już historia. Może nie tak czysto historyczna, ale związana z Pajęcznem i z ówczesnymi młodymi mieszkańcami. Dziś po Gliniankach nie ma śladu. Jest tu parking, kostka, kwiaty i ławki. Wapiennica jest zupełnie inna. Ług (jezioro Matusowiec) niby jest, ale też jest to inny Ług. Podobnie i Pietrzyków. Czas płynie i wszystko się zmienia. Tak jak i my się zmieniamy, kiedyś waleczni zawodnicy hokejowi, uczestnicy ekstremalnych zjazdów na Wapiennicy, pływacy na Ługu i Pietrzykowie. Dziś mamy co wspominać.
Nie mam żadnych zdjęć z tych miejsc i lat (lata 60) co opisałem. Może ktoś ma, to niech wrzuci na forum.zbigniew
UczestnikCzy ktoś z Forumowiczów wie ile dokładnie wynosi wysokość wieży kościoła?
Bo nawiązując do tych tragicznych wydarzeń z udziałem Tadeusza Szlenka (różne wersje krążą a świadkowie tego zdarzenia ubywają) jest rzeczą niemożliwą, aby po skoku z wieży na poziom chodnika, uczestnik tego wojennego dramatu przeżył. Wg opowieści moich krewnych Tadeusz Szlenk wykonał ten skok z wieży, był to jednak skok z okna w kierunku dachu, po którym „zjechał” na chodnik doznając dotkliwych złamań. Biorąc pod uwagę straszną sytuację, w której się znalazł trudno przypuszczać, aby można w takich okolicznościach racjonalnie kierować się wybierając kierunek skoku po śmierć. Dach kościoła w tym dniu ocalił mu życie, które okupanci przedłużyli o kilka miesięcy, aby wraz z bratem i innymi więźniami zakończyć przed plutonem egzekucyjnym na łódzkim cmentarzu Doły. Czy ta wersja jest pewna? Nie wiem. Żałuję tylko, że tak późno dociekam prawdy. Bo kiedy żyli świadkowie tych wydarzeń, jakoś nie zadawałem im pytań. Inne były wtedy zainteresowania. Dlatego jest też nauka, pytajmy naszych dziadków, rodziców póki są jeszcze z nami o różne wydarzenia rodzinne, wydarzenia dotyczące naszego Pajęczna. Z punktu widzenia dramatu, w którym uczestniczył Tadeusz Szlenk, może nieistotne jest to, czy po skoku z wieży upadł na chodnik, czy na dach kościoła. Chodzi tu tragedię młodego człowieka, męża i ojca, któremu wojna rozstrzelała życie. Świadkiem tych wydarzeń jest wieża kościelna. Niestety, nic nie powie.A tak zupełnie na marginesie to wejście do kościoła od strony zakrystii zamykane jest na potężną kłódkę z 1933r. wykonaną przez Mieczysława Szlenka, czwartego z braci Szlenków. Data i nazwisko wykonawcy są wybite na kłódce. Solidna robota.
zbigniew
UczestnikLitzmannstädter Zeitung z dnia 30 marca 1944 w krótkiej notce opisał skok Tadeusza Szlenka (gazeta dostępna w necie jako zbiór archiwalny http://bc.wimbp.lodz.pl/dlibra/publication/31699?tab=1). W załączeniu wspomniana notka. Autor przekręcił nazwisko Szlenk na Szlonk.
Attachments:
zbigniew
UczestnikPraca zawiera błąd odnośnie Tadeusza Szlenka, który po skoku z wieży kościoła (na pewno nie z takiej wysokości) został przetransportowany do szpitala (prawdopodobnie chodzi o Wieluń). Tam podleczony a następnie osadzony w obozie Radogoszcz (Łódź). Taką mam wiedzę przekazaną przez krewnych. Po aresztowaniu brata Henryka, razem przebywali w obozie. W sierpniu lub późniejszych miesiącach 1944 zostali rozstrzelani z grupą innych więźniów na cmentarzu Doły w Łodzi. Ostatni gryps ma datę 23.08.1944r. i dlatego taki mój wniosek. Dnia 2.11.1946r. odbyła się ekshumacja zwłok. Po identyfikacji ciał odbył się w Pajęcznie pogrzeb dwóch braci Szlenków Tadeusza i Henryka oraz Bolesława i Władysława Lisów. Jedno ze zdjęć z tego pogrzebu umieszczone jest na forum. Groby znajdują się w alei po lewej stronie, po wejściu główną bramą.
W styczniu 1945r. (tuż po wyzwoleniu Pajęczna) od kul uciekających żołnierzy niemieckich zginął trzeci z braci Szlenków Władysław.zbigniew
UczestnikDo Janka. Czy ostatnia fotografia z kościołem jest datowana?
Czy fotografie, które publikujesz masz od pani Marianny P.?zbigniew
UczestnikOdnośnie zdjęcia pajęczno_kościół_stare.jpg (z dnia 23.-1.2015) jest ono na odwrocie podpisane, że jest to rok 1932. Mnie nie bardzo coś pasuje ta data. Z uwagi na to, że widać wyraźnie na zdjęciu, iż wykonywane były jakieś prace niwelacyjne. A takie wokół kościoła wykonywał ks. proboszcz Pogorzelski, który w latach 1906 -1923 był w Pajęcznie. Może nie wszyscy wiedzą, ale wokół naszego kościoła był cmentarz. Ks Pogorzelski zniwelował teren i teraz kiedy odbywa się procesja wokół kościoła, to idziemy po grobach naszych przodków. Cmentarze wokół kościołów były rzeczą normalną. Bodajże w roku 1810 władze zaborcze wydały zakaz pochówków obrębie kościoła (wynikało to pewnie z jakiś przepisów sanitarnych, a kościół prawie zawsze był w centrum miejscowości).
Nowy cmentarz w Pajęcznie powstał chyba w 1811r. Na załączonym zdjęciu akt zgonów z 1811r. w akcie zgonu Rozalii Chałaczkowej (pewnie forma skrócona od nazwiska Chałaczkiewicz, pisano też przez H) córki Jana Chałaczka i Marianny z domu Bujak iż „Jacet in Cœmetério…..” – leżąc na cmentarzu pajęczańskim.
Natomiast w następnym akcie zgonu mieszkańca wsi Barany Antoniego Krakowskiego syna Rocha i Marianny z domu Mateja wyraźnie zaznaczone jest „Jacet in Cœmetério novo ad Origentem” – leżąc na cmentarzu w kierunku wschodnim. Następne akty także mówią o nowym cmentarzu w kierunku Siedlec.
To są moje przypuszczenia, ale takie wnioski można wyciągnąć przeglądając akta metrykalne urodzeń, małżeństw i zgonów naszych przodków z parafii Pajęczno. Akta metrykalne są dostępne i można je swobodnie przeglądać.Attachments:
-
AutorWpisy












