Burmistrz Drab o konflikcie z producentem mrożonek

22

Konflikt pomiędzy mieszkańcami gminy Działoszyn wspieranymi przez burmistrza Rafała Draba, a lokalnym potentatem z branży mrożonek odbił się szerokim echem nie tylko w lokalnych, ale i ogólnopolskich mediach. Przypomnijmy, że związany jest z praktykami lokalnego potentata z branży mrożonek, firmy „Anita”. Mieszkańcy twierdzą, że na pola wylewane są śmierdzące ścieki, natomiast firma tłumaczy się, że jest to deszczówka. Zapytaliśmy włodarza Działoszyna o szczegóły sprawy.

Wspominał pan podczas wcześniejszych wywiadów, że dyrektor firmy Anita był jedną z osób, które stały za skreśleniem pańskiego nazwiska z listy kandydatów na burmistrza w ostatnich wyborach samorządowych. W związku z tym pojawiły się głosy sugerujące, że pańskie żywe zainteresowanie sprawą wynika z powodu chęci zemsty?

– Oczywiście, patrząc pobieżnie łatwo do takiego wniosku dojść, ponieważ o skandalu wyborczym w Działoszynie było bardzo głośno w mediach. Jednak wystarczy zapoznać się z chronologią wydarzeń. Urząd Gminy już od kilku lat walczy o przestrzeganie przepisów przez tę firmę, natomiast wydarzenia z wieczoru wyborczego miały miejsce niemal dziesięć miesięcy temu. Mogę się jedynie domyślać, że jednym z powodów tych haniebnych działań mających na celu skreślenie mnie z listy były właśnie wcześniejsze działania podejmowane przez Urząd przeciwko wspomnianemu przedsiębiorcy. Przyznam jednak, że wsparcie, jakie okazali mi ludzie podczas wieczoru wyborczego sprawiło, że jeszcze mocniej i ciężej chce pracować na rzecz mieszkańców i rozwiązywać ich problemy. Jednym z takich problemów są właśnie ścieki wylewane na pobliskie pola czy wyrobiska po byłych żwirowniach. Zaznaczę więc po raz ostatni, że nie chodzi o jakieś animozje, a o dobro mieszkańców i naszej gminy. Bardzo cenię każdego przedsiębiorcę, który działa na terenie naszej gminy i tworzy miejsca pracy. Natomiast oczekuję, że taki przedsiębiorca będzie prowadził swoją działalność zgodnie z obowiązującymi zasadami i przepisami.

Rozwiązaniem problemu miała być kanalizacja spod Sadowca do rzeki Warty. Firma zaoferowała nawet pomoc we współfinansowaniu inwestycji. Dlaczego Rada Miejska odrzuciła ten pomysł?

– Mieszkańcy bali się, że przedsiębiorca będzie zrzucał ścieki do Warty. Ludzie wychodzili z założenia, że jeśli w tej chwili firma nie ma przystosowanej oczyszczalni, rozrzuca ścieki po polach, to mieli świadomość, że te same ścieki trafią do rzeki, co w efekcie mogło grozić katastrofą ekologiczną. Moim zdaniem sprzeciw Rady Miejskiej i mieszkańców był zasadny, ponieważ przedsiębiorstwo nie spełniało odpowiednich norm, żeby do takiego zrzutu doszło. Jeśli firma wybuduje oczyszczalnie z prawdziwego zdarzenia i będzie ją ktoś to nadzorował, to nie będziemy utrudniać budowy takiej instalacji.

Jakie widzi pan zatem rozwiązanie i kiedy możemy oczekiwać zakończenia sprawy?

– Rozwiązanie jest proste, firma musi przestrzegać przepisów. Niestety obawiam się, że wylewane ścieki, są jedynie jednym z wielu problemów do rozwiązania. W miarę zagłębiania się w temat pojawia się dużo zagadek, jeśli chodzi o budowę infrastruktury tego zakładu produkcyjnego. Zadajemy pytanie przedsiębiorcy i nadzorowi budowlanemu o pozwolenie na budowę podczyszczalni, kanalizacji deszczowej, zbiorników czy o obejścia ściekomierzy. Dziwnym trafem nadzór potrafi barować się z mieszkańcem, który pomylił się o 20 centymetrów budując dom jednorodzinny, a nie chce skontrolować przedsiębiorcy pod kątem wybudowanych urządzeń i różnego typu dziwnych naniesień na tym zakładzie. Pojawia się tutaj duży znak zapytania, kto chroni w starostwie pana Mordalskiego przed kontrolami. Osobiście chciałbym jak najszybciej zakończyć tę sprawę, ale niestety tak jak wspominałem wcześniej to nie od nas zależy.

Poprzedni artykułPolicjanci opowiadali o swojej pracy harcerzom
Następny artykułWiceminister zdrowia przyjedzie do Sulmierzyc
guest

22 Komentarze
najstarsze
najnowsze najpopularniejsze