Życie ...ach życie
Rozpoczęty przez Gaja 1179 odpowiedzi
-
@ edgar
"Lucyno – cieszę się, że jesteś z nami". Jak to z nami, mówisz ze odchodzisz, oddając pozycje Janowi -
Melduję swoje przybycie. Czekam na uroczego nerwusa. Kalina odbiór.
-
Już jestem 😃. @edgar albo mi się wydaje albo Ciebie też dawno nie było na forum. Nie musisz być zazdrosny o @jana, ja bardzo lubię jak Cię tu widzę 😉 i cieszę się.
Filozofów to jest tutaj trochę, a to nie moje upodobania...
@Gaja ja też lubię DOBRO i jestem zdecydowanie za 😁. Fajny filmik, jakby księża tak odprawiali w kościele to ja bym chętnie słuchała i dzieci by chętnie chodziły na katechezę.
Ostatnio nie miałam czasu i siły żeby Was tu odwiedzać, ale @edgar mnie mile zaskoczył i przywołał, więc jestem 😉 -
Edgarze, Mistrzu podsumowań i jednoczenia - 2 punkty :-) :-) :-)
XyZ, znajdź najprostsze rozwiązanie i będzie punkt :-)
JaKa gdzie jesteś? Jak klimat? :-)
Lucyno witaj :-)
Kalina odpoczęłaś już? :-) -
Ale najprostsze rozwiązanie czego?
-
@al alkoh...
Ach te prowokacje. Zachęcam do obejrzenia wcześniejszego filmiku ;-)
@jaKa,
niemal się zsynchronizowałyśmy z wpisem :-) cieszę się, że już jesteś :-)
@XyZ, zdolny jesteś znajdziesz temat :-) -
Jak szybko zdobyć milion złotych :) ??
-
Ambitny temat, teraz tylko najprostsze rozwiązanie ;-)
-
Polska-Rumunia 3:1… tak na marginesie.
Fajnie Was wszystkich „widzieć”.
Dobrej nocy. -
@edgar, jak Cię "widzę" to DZIEŃ DOBRY ;-)
POLSKA BIAŁO-CZERWONI, POLSKA BIAŁO-CZERWONI ... POLSKA!!! :-)
DOBREGO DNIA :-) -
Obejrzałam filmik. Kiedy widzę księdza (zakonnika) rozprawiającego o relacjach damsko- męskich, zapala mi się czerwona lampka. Oni są tak samo wiarygodni, jak mężczyżni dyskutujący o porodach. Mnicha ratuje fakt, że nie robi tego ze śmiertelną powagą, co często zdarza się jego kumplom.
Ci, którzy dżwigają ciężar małżeństwa, wiedzą najlepiej, ilu potrzeba wyrzeczeń, żeby związek mógł funkcjonować. Teoretycy są mało wiarygodni.
Tematy poruszane przez zakonnika są błahe, ale już stu biskupów, dyskutujących o funkcjonowaniu rodziny, może niepokoić. To uzurpowanie sobie prawa do ingerowania w nasze życie osobiste.
No, znowu wyszło trochę zaczepnie.:))) Niestety, co w sercu, to na języku.:))) -
Kalina ksiądz seksuologa brzmi groteskowo.
-
Większość ludzi przybywa na to forum jak celebryci na "ściankę" Pokazałem się, rzuciłem zdawkowo słowo 2000 punktów, pozdrowiłem kolegę, koleżankę 2000 punktów. Jakieś wycieczka do filozofów 2000 punktów. I jestem happy doceniajcie mnie że jestem.
Tak samo jest w małżeństwach, ludzie z sobą nie rozmawiają tylko chcą w wielu przypadkach być. Mężczyzna przysłowiowym kwiatkiem, kobieta swoją różyczką chcą uczestniczyć w związku małżeńskim.
Ogólnie ciekawy filmik ale tylko dla takich matołków którzy sprowadzili swoje życie do rozmowy z telefonem i portalami społecznościowymi. Dla których życie to p.....nie o wszystkim i niczym.
'Ci, którzy dżwigają ciężar małżeństwa, wiedzą najlepiej, ilu potrzeba wyrzeczeń, żeby związek mógł funkcjonować" i tu zgadzam się z szeryfem w spódnicy -
Dobra powiem Wam coś, ale nie śmiejcie się ze mnie. Muszę to komuś wyznać.
Nie mam i nigdy nie miałem fejsbuka, a na naszej klasie konto ostatnio odwiedziłem ze 3 lata temu. -
większość z nas tu zebranych jest w związku małżeńskim...
ja ciężaru nie dźwigam, z mężem jesteśmy przyjaciółmi, rozmawiamy codziennie przy kawie i nie zgadzam się że związek potrzebuje wyrzeczeń. W związku nadal się jest wolnym, tylko naturalnym jest to że wspólnie podejmuje się decyzje, w końcu z kim jak nie z drugą najbliższą osobą ustalić pewne priorytety i zasady. To jak w każdym społeczeństwie, zgromadzeniu, pracy, szkole, itd. wszędzie panują określone normy.
Ja lubię swoje życie i o poświęceniu czy wyrzeczeniach nie będę tutaj rozprawiać 😁
Co do celebrytów i bycia happy to jednak pomyliłeś forum 😉😂, tutaj są ludzie, którzy mają chwilę by podzielić się swoimi myślami, spostrzeżeniami, czy refleksją nad życiem 😃💐👸 -
@XyZ masz 20000 punktów za odwagę 😉😃
Ja też muszę się z Wami czymś podzielić, mam nadzieję że zrozumiecie: jestem blondynką 👱
😉 -
@ ja Ka
Chyba się nie zrozumiałyśmy. Cieszy mnie, że jesteś szczęśliwa w małżeństwie, bo w przeciwnym razie, związek nie miałby sensu. Małżeństwo to jeden wielki kompromis i według mnie jest to ciężar, który nie wszyscy potrafią udżwignąć. Trzeba dużo samozaparcia i dobrej woli, a to przecież nie zawsze się udaje. Początki są zwykle euforyczne i bezbolesne. Problemy napotykamy w momencie narodzin dzieci. To rewolucja w życiu młodej rodziny i myślę, że o tej zmianie mogliby się wypowiedzieć żonaci panowie.
Wiele pań, w momencie stania się mamami, to nie te same dziewczyny, które poślubili.
Rodzina to ciężka praca, czasami ponad siły, ale tylko wtedy ma rację bytu. Rozpada się, gdy jedna ze stron sobie odpuści.
Możesz się nazwać szczęściarą. Ja, dzięki małżeństwu wiele zyskałam, ale dużo z siebie straciłam. Coś za coś...
"Ciężar" niekoniecznie musi żle się kojarzyć. Bywają "słodkie" ciężary.:))))
Rany! Ale temat! Można by tak w nieskończoność. Jak ktoś ma ochotę, niech się pochwali albo wyżali. Ja już w niego nie brnę, bo za chwilę się pogubię.:)))
" -
Druga cześć wypowiedzi nie była adresowana do nikogo z forum. Bo nikogo nie znam. Ten film to elementarz dla młodych ludzi chcących być razem. A wolność każdy interpretuje inaczej, najczęściej w wygodny dla siebie sposób.
Jeżeli na forum są tacy doświadczeni ludzie to po co takie proste filmowe przekazy. A co do spostrzeżeń i refleksji to co niektórzy mają dużo do powiedzenia.
Ostatnimi czasy jedynie Jan i jaś wchodzili w polemikę -
@Kalina - wiem że są małżeństwa szczęśliwe, szczęśliwsze i nie...
Ja mam już długoletni staż i mam nadzieję że będzie jeszcze dłuższy 😁
A tak naprawdę to wszystko zależy od pozytywnego myślenia i podejścia do życia. Nie raz pisałam, że jestem z natury optymistą 😃
Dzisiaj jestem bardzo szczęśliwa ☺ -
Stało się coś?
To ile lat po ślubie? -
będzie z 15 lat 😃
Dzisiaj udało mi się zakończyć ważny dla mnie projekt 😉
A dla Was jaki staż to dużo, i czy też tak uważacie że pozytywne nastawienie daje pozytywne rezultaty 😵 -
Chwilę mnie nie było z Wami i czytam o odważnych wyznaniach oraz przyznawaniu mega - ilości punktów… można się zainspirować ;-)
@al… myślę, że materiał zawarty w filmiku, chociaż pewności nie mam, to fragment tzw. "prekan", stąd pewnie elementarna nauka. Prawdę powiedziawszy to zastanawiam się czy czasami nie przydałoby się przypomnienie ;-)
„Jeżeli na forum są tacy doświadczeni ludzie to po co takie proste filmowe przekazy.”
Pewnie dlatego, że życie oprócz ekscytujących momentów składa się również z codziennych rytuałów, jak np.: ścielenie łóżka i dlatego, że przekaz jest mega pozytywny i niesie ładunek humoru, więc sam rozumiesz, że nie mogłam się nie podzielić z Wami. :-)
@jaKa,
Twoja wypowiedź dotycząca małżeństwa jest mi bliska, ba nawet mój staż małżeński nie tak wiele różni się od Twojego (dlatego chyba możemy uzurpować sobie prawo do wypowiadania się, ba może i nawet udzielania rad ;-) ).
„A dla Was jaki staż to dużo, i czy też tak uważacie że pozytywne nastawienie daje pozytywne rezultaty"
Uważam, że pozytywne nastawienie i poczucie humoru „przegania” wiele „wiszących w powietrzu” sprzeczek. Każda rocznica jest piękna, z tym, że im „dalej” tym więcej wspólnych doświadczeń i „sprawdzianów” w różnych sytuacjach. A propos „starania się”, pewnego razu usłyszałam poniższą sentencję i zapadła mi w pamięć:
„Małżeństwo to umowa nie na wieczność, małżeństwo to umowa na jeden dzień, odnawiana codziennie.”
„Dzisiaj udało mi się zakończyć ważny dla mnie projekt” – tą informacją wniosłaś dużo pozytywnej energii na forum, bardzo cieszę się razem z Tobą :-) :-) :-) BRAWO TY! :-) To teraz zasłużony odpoczynek i świętowanie a może nagroda? -
Szczęście to pojecie względne. Najczęściej to racjonalizacja "słodkich ciężarów"
@ Kalina nie chciałbym się podlizywać. Twoja opinia to kwintesencja pożycia małżeńskiego. -
@al- alkoholik
Do małżeństwa podchodziłam z dystansem, bez tej obserwowanej u innych par euforii. Nie byłam typową panną młodą z marzeniami o wielkim weselu i sukni ze stu metrów materiału. Wiedziałam, na co się piszę, a mimo to miewam pretensje do całego świata, że dałam się uziemić. Pomijając wszystkie zalety małżeństwa stwierdzam, że mnie już nie ma, a ta, którą stworzyłam, nie bardzo mi się podoba.I mam niejasne przeczucie, że niektórzy
mężczyżni też żyją z taką stratą, tylko , podobnie jak my, podporządkowują się zasadom.
Żeby ukrócić spekulacje- moje małżeństwo nazwałabym "bezkolizyjnym". Nie jest złe, ale nie jest też rewelacyjne. Dwoje dzieci, pełna stabilizacja.;) " I tylko czegoś brak, co było i uciekło..."
To nie miało zabrzmieć katastroficznie.:) Po prostu miewam różne nastroje.:) A już w dawaniu dobrych rad, bywam bezkonkurencyjna.:)))
@ jaKa, Gaja
Tak trzymajcie! Przez następnych kilkadziesiąt lat.
A może teraz Panowie? Mam nadzieję, że nie wystraszyłam kawalerów. -
Kalina to ślub brałaś z rozsądku?
-
@ Kalina
Podziwiam Cię za odwagę w wypowiedziach. Ale nie ma sensu ciągnąć takiego tematu na forum. Większość ludzi nie przyzna się do jakiejkolwiek porażki bądź małżeńskiej stagnacji. Bądź zracjonalizuje wszystko.
Będziesz zasypywana dziwnymi pytaniami, jak to powyżej.
A młodzi ludzie zamiast "grzać" się tematem weselnej imprezy wartej kilkadziesiąt tysięcy zł. Niech zastanowią się, na ile empatycznie są wstanie spojrzeć na swoje przyszłe wspólne życie. -
@XyZ
Nie.:)))Tylko wiedziałam, dzięki wnikliwej obserwacji, czym jest małżeństwo i nie zakładałam, a jedynie miałam nadzieję, że będzie ono szczęśliwe( cokolwiek to szczęście małżeńskie znaczy, bo każdy je może sobie wymarzyć inaczej). Miałam okazję poczytać trochę Twoich wpisów i nie wyłania się z nich obraz człowieka spełnionego. Ciężko pracujesz , żebyście mogli godnie żyć, ale to chyba nie jest szczyt Twoich marzeń? Czujesz jakiś niedosyt, prawda? To o tym piszę.
@ al- alkoholik
Nieoczekiwanie znalazłam w Tobie sojusznika, bo widzę że rozumiesz o czym piszę. Ja się powiedzenia sakramentalnego "TAK"- obawiałam, wiedząc, jakie konsekwencje niesie ze sobą złożenie tego jednego podpisu. Może rzeczywiście nie byłam szaleńczo zakochana, a tylko tak sobie wymyśliłam? Może, zamiast zająć się przygotowaniami do wesela, za dużo myślałam?I myślę do tej pory? Może dlatego nie potrafię zrozumieć tego przedweselnego szaleństwa i szczęścia? Prawdopodobnie moje myśli pomyliły wtedy kierunki.;))))))))))) -
Wpis zawiera wulgaryzmy – pokażZwiń wpis
Ja jestem rocznikiem którego młode lata przypadały na okres w którym: Mężczyzna będący kawalerem w wieku 25 był "podejrzanym" a kobietę w tym wieku na pewno nazywano starą panną. O ile nie kończyła jeszcze szkół.
Nacisk społeczny na małżeństwo był duży, wywoływany zarówno przez społeczeństwo i rodzinę. I też w to wszedłem. Ale nie z rozsądku. Jednak dokonując retro i introspekcji nie poznaję siebie.
Mam wielu młodszych kolegów którzy są "wniebowzięci" pobytem z rodzina na wczasach. Wymianą mebli w domu. Wspólnymi wypadami na zakupy itp. p********i
Ale między wierszami czuć ich w**.....**e tymi sprawami.
Pojechał na wczasy, ale nie opowiada o wypoczynku, tylko ile kosztowały noclegi miejsca parkingowe, ile kilometrów zrobił na zbiorniku paliwa. Z zaciśniętymi w uśmiechu ustami mówi, ile dzieci przetrawiły lodów i napojów.
I ile nadgodzin musiał "rąbnać" na to wszystko lub zapożyczyć się. A wynika z tego że najchętniej poleżałby w domu przy piwku. Tylko że żona chciała pokazać się przed koleżankami. Dobra mina do złej gry. Po TAK i dzieciach trudno o zmianę stylu bycia. Na pewno działa to również w druga stronę.
Myślę że gdyby nie małżeństwo żaden z nas nie doszedłby to jakichkolwiek wniosków. Raczej nikt nie wkracza na drogę małżeństwa z rozsądku. Zawsze jest nutka romantyzmu. -
Kalino, czy Ty nie jesteś moją żoną????😉
-
A może teraz Panowie? Mam nadzieję, że nie wystraszyłam kawalerów.
A są tu tacy? U mnie staż, przynajmniej ten "oficjalny" nieco krótszy niż u @jaKa (jaKi? jaKiej? ;) ).
A jak ja to widzę? Najpierw spójrzmy pragmatycznie. Małżeństwo to pewien kontrakt, który zawieramy dobrowolnie, a na mocy którego na pewno, jak pisze @Kalina, godzimy się stłamsić jakąś część siebie w zamian za pewne korzyści. "Korzyści" brzmią nieco bezdusznie, ale przecież nie robilibyśmy tego, gdyby nie było to dla nas korzystne? Jak zawsze, najważniejsze, żeby bilans zysków i strat był dla obu stron dodatni. A więc kluczem do udanego, długotrwałego związku będzie taki dobór małżonka, aby tych wyrzeczeń i poświęceń było jak najmniej względem korzyści. We dwoje łatwiej nam utrzymać "gospodarstwo domowe", druga połówka to wsparcie czy pomoc, gdy ich potrzebujemy, razem jest nam też po prostu raźniej. No i ważny przecież aspekt, nie bądźmy pruderyjni - mąż/żona to stały partner seksualny. Z perspektywy interesu społecznego - monogamiczny związek to potencjalnie lepsze, również od strony ekonomicznej, wychowanie dzieci.
No dobra, a gdzie tu miłość? Należałoby zacząć od jej definicji, dla jednych w ogóle coś takiego istnieje, dla innych będzie to tylko ten żarliwy czas bezwarunkowego oddania i pożądania, a jeszcze inni nazwą tak umiejętność wspólnego bezkonfliktowego, choć już beznamiętnego funkcjonowania po 40 latach razem. Ale to tylko kwestia nazewnictwa. Pewne jest natomiast, że ten namiętny początkowy okres zawsze mija lub mocno przygasa, z czym niektórzy nie mogą się pogodzić i skaczą ze związku w związek lub z wyboru pozostają samotni. Pozostali, nierzadko z rozczarowaniem, wchodzą w ten dalszy, mniej romantyczny etap i tutaj zaczynają mieć znaczenie rzeczy brutalnie opisane przeze mnie w pierwszym akapicie, ale jeśli dobrze wybraliśmy, możemy liczyć na to, co już do końca życia będzie najważniejsze: empatia i poczucie odpowiedzialności za siebie. Myślę, że ogniste emocje z początku znajomości mogą być dobrą zaliczką na przyszłość, ale wiemy wszyscy, że czasem, gdy opadną, okazuje się, że nie zostało nic więcej, na czym można by budować związek. A więc, przede wszystkim zgodność "parametrów" małżonków i zbieżne zdanie co do warunków "kontraktu" i wzajemnych oczekiwań. No i ciągła praca nad utrzymaniem, a może nawet poprawieniem tego stanu. Wydaje mi się, że jeśli komuś bardzo doskwiera ofiara, którą poniósł zawierając układ zwany małżeństwem (nie mylić ze świadomością i zgodą na utratę części siebie), coś jest nie tak - albo źle wybrał i wspomniany przeze mnie bilans zysków i strat okazał się niekorzystny, albo jest typem osoby, która na choćby najmniejsze (a te, jak sądzę, są nieuniknione) ustępstwa czy poświęcenia iść nie potrafi. I tu pojawiają się pytania bez odpowiedzi: gdzie leży granica między szlachetnym poświęceniem się drugiej osobie, nawet kosztem własnych potrzeb, a zwykłym dawaniem się wykorzystywać? Gdzie kończy się walka o siebie w związku, a zaczyna egoistyczna odmowa pójścia na jakikolwiek kompromis? :)
Odpowiedz w wątku
Na forum piszą zalogowani. Zaloguj się przez Google, Facebooka albo e-mail – zajmie to chwilę, bez hasła.
Zaloguj się, aby odpowiedzieć