Życie ...ach życie
Rozpoczęty przez Gaja 1179 odpowiedzi
-
@edgar. Dziękuję za wyróżnienie, jednak nie podejmę się prowadzenia forum z prostej przyczyny. Nie potrafię, jak Gaja, łagodzić chociażby ewentualnych sporów.)Sam wiesz najlepiej, że za to doskonale potrafię je zaognić.:))) Poza tym, takie podtrzymywanie na siłę raczej nie wyjdzie forum na dobre. Piszmy od czasu do czasu, a wszystko się ułoży albo umrze śmiercią naturalną. Już się ożywiło. Zobaczymy, co dalej.
Pozdrowienia dla Wszystkich i dobrej zabawy na Halloween.:) I oto mamy okazję wypowiedzieć się na temat tego raczkującego u nas zwyczaju.
@Jan
Bardzo jestem ciekawa, w jaki sposób próbujesz rozpoznawać nas w realu? Jakimi kryteriami się kierujesz? W sumie, nic konkretnego o nas nie wiesz. -
Ten cały Halloween to nie przelewki. Szatan w tym dniu aż drży z podniecenia i może człowieka zupełnie przyzwoicie opętać. Znam takie przypadki.
-
@edgar, prawdę mówiąc nie mam pojęcia, chyba się nie da, może to, co chcesz podesłać jest na YT i dasz po prostu link?
@Kalina, nie próbuję rozpoznawać, w sensie, nie robię tego celowo. rzeczywiście, niewiele o sobie wiemy, ale podzieliśmy się tu jakimś fragmentem swojego wyobrażenia o świecie. po prostu zdarzyło mi się, za najlepszych czasów tego wątku, tak jakoś spontanicznie pomyśleć, że mój rozmówca mógłby teoretycznie pasować do tego, czy innego autora z forum. może też dlatego, że moim zdaniem obecni tutaj, bez zbędnej wazeliny, to ciekawe i niebanalne osoby, a niestety tacy w społeczeństwie stanowią mniejszość, więc prawdopodobieństwo takiej zbieżności, w naszej "okolicy" wcale nie musi być niskie :) -
@edgar tęsknisz za...
@Kalina, bez Twojej łatwości pisania i wypowiadania to forum by szybciej umarło, więc może podejmiesz się przewodzenia? 😄
@Jan, myślisz że kogoś spotkałeś? Ja też czasem miałam wrażenie że rozmawiam w realu z kimś z forum...
I zgadzam się z Tobą, że ludzie są tu nietuzinkowi,- ale przypadkowi.
A może zrobimy spotkanie przy kawie, gdzieś, kiedyś ;-) -
@ jaKa:) Co za zbieg okoliczności. Zajrzałyśmy tu prawie równocześnie. Przyjmijmy, że nikt nie przewodzi, a każdy pisze co chce i kiedy chce. Podtrzymajmy tylko tradycję i poprośmy nowych uczestników, żeby wpisy były kulturalne. Jak za rządów Gai. Nawet, jak zdarzy nam się posprzeczać.:)
A teraz wpis @ stacha. Merytoryczny, ale w dzisiejszych czasach nie jest do końca pewne, czy uznać go za żart.Ja nie będę ryzykować.:) Tak łatwo urazić czyjeś uczucia.:) @Stachu, straszysz naprawdę czy "halloweenowo"???
@Jan. Rzeczywiście. W powodzi złych emocji na forach, my zachowujemy się jak uczennice na pensji.:))) Pewnie niektórzy mają z nas radochę.:))))Pozdrawiam i idę dmuchać baloniki. Takie czarne, z nietoperzami. -
oczywiście słowo pisane można zinterpretować różnie, @stach nie zastosował żadnej emotikony, więc nie znając żadnych jego wypowiedzi trudno ocenić, czy to żart czy nie.
Dla mnie halloween to niepotrzebny zwyczaj. Walentynki to rozumiem ;-)
Ale co do szatana i opętania to się nie zgadzam, dynie i nietoperze są nieszkodliwe, a nawet pożyteczne :-D
@Jan, czy Ty masz wrażenie że my się znamy w "realu" :-B -
Witam.
Czy straszę naprawdę? Nigdy nie pisałem poważniej:). Po każdym takim "hellołin" skoroszyty szatańskich urzędników puchną od wpisów na temat potencjalnych kandydatów na pensjonariuszy Piekła. Notowane jest wszystko. Kto, kiedy, z jaką dynią, nietoperzem, szramą, plamą czy wampirzymi ząbkami. Obok wzmianek pojawiają się komentarze, analizy, prognozy. Badana jest podatność delikwenta na kuszenie, zboczenie ze ścieżki przyzwoitości, zasoby zdrowego rozsądku, poziom wiary lub niewiary i tak dalej, i tak dalej. Od tych ocen zależy przyszłe stanowisko pracy w spółce Piekło SA.
Zgadzam się, że Helloween to niepotrzebny zwyczaj. Jest nie nasz. Uważam, że mamy (lub mieliśmy) dość własnych obyczajów i niepotrzebny nam taki import. Tym bardziej, że propagowany jest z nieszlachetnych pobudek. Z mojego punktu widzenia nie ma się co głupkowato cieszyć w przeddzień Święta Wszystkich Świętych, Święta Zmarłych. Nawet opcja przedstawiana przez Kościół a więc dnia Wszystkich Świętych jako radosnego święta jest mocno chybiona. Bo jest to czas wspomnień, refleksji, przed oczyma stają twarze bliskich, którzy odeszli. Gdzie tu miejsce na podświetlone dynie, nietoperze, blizny, szramy, krew, demony i szaleńcze darcie pysków? Cóż to za przeżycie ucharakteryzować się na pociętego trupa a na drugi dzień iść i postawić znicz na grobie osoby, która być może podobnie wyglądała, kiedy ginęła na przykład w wypadku samochodowym? Gdzie tu miejsce na radość? Śmiać można się przez ponad 300 dni w roku, te dwa lub trzy warto chyba poświęcić zadumie i pamięci choćby przodków.
A opętanie niejedno ma imię. Nie chodzi mi o to modelowe, z demonem w tle, bo to sprawa marginalna i nie do końca wiadomo czy prawdziwa. Mnie chodzi o ten powolny, zgubny proces wyjaławiania umysłów kolejnych pokoleń i oferowanie pustawych alternatyw dla tradycji i wielowiekowych wartości. Zresztą "hellołin" i całe to neopogaństwo to tylko jeden z elementów szatańskiej gry. Agresywna walka z Kościołem, nadgryzanie modelu rodziny, eksperymenty w ocenie sfery praw nienarodzonych dzieci, fikołki dla pojęć tolerancji, mowy-nienawiści, zmuszanie setek tysięcy młodych Polaków do emigracji, itd., to kolejne elementy. -
Starzy ludzie powiadali-"Tak ładnie żarło i zdechło..." Z tym mi się kojarzy Twój wpis. Nagle zakończony atakiem na bliżej niesprecyzowanych "onych". I pomyśleć, że takie, według mnie, niewinne zabawy, w których nie musisz uczestniczyć, sprowadziłeś do walki z Kościołem, rozpadem polskich rodzin i co najdziwniejsze, wyjazdem młodych za granicę.:)To chyba bardziej złożony temat, a nasze forum jest raczej neutralne światopoglądowo. Przekaz jest jasny. Sprzeciwiasz się temu raczkującemu zwyczajowi. I tyle wystarczy.Pozdrawiam.
-
Tak, przekaz jest jasny. Pewnie, że można poprzestać na rozmowach o "du.pie Maryni". Tylko po co? Nie sądziłem, że mam do czynienia z prostą ankietą: "podoba się", "nie podoba" bez "bo", "ponieważ" lub "dlaczego?".
-
Wystarczyłoby trzy czwarte twojego wpisu. Zakończenie, jak na mój gust, trochę agresywne.Nie ma nic wspólnego z halloweenowymi zwyczajami. To czysta polityka. A my tak sobie właśnie gawędzimy o "d.ie Maryny" i pewnie dlatego nie staliśmy się jeszcze dla siebie wrogami.
-
Mhm:). A lubisz zbierać grzyby?:)
-
:))) Pasjami!:)Chociaż to również może być niebezpieczne, bo wśród grzybów zdarzają się SZATANY!:))))))))))
-
@stach w większości Twojej wypowiedzi widzę swój punkt widzenia, zgadzam się że kolejne pokolenia są okradane z historii, że zmienia się fakty i zaprzecza prawdzie, że wrzuca nam się tanie sensacje i newsy. Sama mam niekiedy dylemat w odróżnieniu mitu od rzeczywistości..., niestety. Tylko analiza, poszukiwanie informacji, umiar i zdrowy rozsądek nam pozostaje. :-)
A jutro w ciszy i zadumie odwiedzimy groby naszych najbliższych krewnych, przyjaciół, znajomych. 😐 -
Stachu-nie zrażaj się , Kalina czasami ma za „ostre pazurki”( Kalinko dla Ciebie 🌻). Uważam, że możesz wzbogacić nasze rozważania, nadać im kolorytu.
Mam ciekawy temat do dyskusji , może nie tyle ciekawy, co według mnie kontrowersyjny, ale to za kilka dni. -
Czyżby jednak wątek cudownie powstał, nomen omen, z martwych?
@jaKa, może tak, może nie, jak to sprawdzić...? :D -
ja już czekam na kolejny wpis edgara
@Jan masz jakiś pomysł 😁 -
Przecież halołin to kolejny lewacki wymysł w naszym kraju :)
Nie obchodzę tego niby święta. Jak będę chciał iść na bal przebierańców to pójdę w karnawale. -
@ edgar. Serdeczne dzięki.:) I nie każ nam czekać, bo temat tego obrazoburczego pogańskiego zwyczaju nam się wyczerpał i znowu może nastąpić zastój.:))))
-
Szanowna Kalino, najpierw mnie "objeżdżasz" a potem prowokujesz szatanami? :)
A jakie grzyby zbierasz? -
:) Przeważnie te jadalne.:)Jak większość żyjących jeszcze grzybiarzy.:)))
No, to "objechanie" było może trochę niefajne, ale ja już taka jestem. Z poglądami zupełnie nam nie po drodze, pewnie dlatego co w sercu, to na języku.:) -
Jadalne, jadalne..., napisałaś "pasjami", więc spodziewałem się ujrzeć w Tobie namiętną "grzybiarę", a co za tym idzie mniej enigmatyczną wypowiedź. Ja jestem skromnym zbieraczem, pochylam się nad sześcioma podstawowymi grzybami i tyle tej radości mi wystarcza. Wiem jednak, że istnieją ludzie, którzy ugną kolana przed, na przykład, byle opieńkami, po których ześlizguje mi się tylko wzrok i podąża dalej. I rozumiem, że samo pojawienie się w lesie wczesnym rankiem, pierwszy łyk tamtejszego powietrza to doznania same w sobie. Mniejsza o te grzyby.
-
Halloween. Można mieć zastrzeżenia co do tego, że to trochę sztucznie przeszczepiony do naszego kraju zwyczaj, można widzieć dysonans między Halloween i obchodzonym kolejnego dnia świętem. Ale nie każdy jest katolikiem i z tego co wiem, nikt nikogo nie zmusza do obchodzenia Halloween. Ale dopatrywanie się w tym jakiejś głębszej, szkodliwej ideologii to już dla mnie gruba paranoja. Lampiony z dyni, dzieci przebierające się za straszydła i zbierające cukierki, czy przez to szatan zawładnie ich duszami? Serio? Jeśli ktoś uważa, że przebranie się za czarownicę czy Frankensteina ma opętać dziecko, to prywatnie współczuję wiary w takie mechanizmy, chyba kiepsko świadczy to o danej religii, lub jej rozumieniu i chciałbym przypomnieć, że średniowiecze się skończyło dość dawno temu. A z drugiej strony, niech sobie każdy wierzy w co chce. Poza tym psychologowie twierdzą, że dzieciom bardzo dobrze robi oswajanie strachu poprzez zabawę, a wiec to całkiem korzystne zjawisko z tego punktu widzenia. A dorośli? Jeśli Halloween ma być pretekstem do spotkania się ze znajomymi czy pójściem na imprezę klubową, to ja nie mam z tym problemu.
-
Szanowny Janie. Wcale nie musiałeś gonić opłotkami tylko napisać wprost, że Stachu to stary, średniowieczny ćwok popadający w obłęd paranoicznej wiary w automatyzację opętania i powszechnej dominacji demonicznego liberalizmu obyczajów. Przecież bym się nie obraził:)
Dobrze, że zabezpieczyłem się niejako drwiąc raczej z klasycznej definicji opętania. Przynajmniej nie czuję się adresatem owego współczucia. To nie takie proste jak się wydaje Podejrzewam, że tylko chwilowej nieuwadze zawdzięczać należy popadanie od czasu do czasu w schemat "że dom, że Stasiek, że koń, że drzewo". Ponieważ wszystko na tym świecie jest relatywne, nic nie da ocena sytuacji jeśli punkt odniesienia umiejscowimy po którejś ze stron. Katolik będzie się dziwił ateiście, a ateista katolikowi. To do niczego nie prowadzi. Najpierw należy zdefiniować ZŁO i DOBRO a potem stanąć pośrodku i gdybać. Oczywiście wiem, że to nie jest proste, ale próbować można. Nie mogę zgodzić się z opinią, że nikt nikogo nie zmusza do obchodzenia Halloween. Owszem, zmusza. Tak jak zmusza się do uczestniczenia w obrządkach chrześcijańskich tak samo zmusza się do obchodzenia Halloween. Czynią to narzędzia w postaci chociażby NACISKU ŚRODOWISKA czy MODY. Albo jedno i drugie w kooperacji. Pięciu młodocianych spotyka się na Ługu, czterech z nich jara pety emitując drwiące spojrzenia w kierunku tego niepalącego, który często nie ma innego wyjścia jak wziąć i zajarać aby pozostać cool według norm dzisiejszych lub przestać być frajerem według wczorajszych:).
Wolna wola to skromne pojęcie. Funkcjonuje w czystej postaci bardzo rzadko. Jesteśmy sterowalni i sterowani czy nam się to podoba czy nie. A nawet sami sobie płatamy psikusy, bo przecież ani wierzący nie potrafi przedstawić dowodu na istnienie Boga, ani niewierzący na jego nieistnienie. I nic się od czasów tego wykpiwanego średniowiecza nie zmieniło. Nadal w nim tkwimy. Obie strony. -
Paradoksalnie, to epoce Średniowiecza zawdzięczamy dynamiczny rozwój.Gorzej już być nie mogło. Odczłowieczony człowiek, bieda z nędzą, ciemnota, zacofanie. Niepodzielna władza garstki wielmożów i kleru. Można było zachować status quo albo próbować coś zmienić. I zaczęto zmieniać. Często z narażeniem życia. I zmienia się do dzisiaj. Zmian nie zatrzymamy, choćbyśmy usilnie się im przeciwstawiali. Tylko od nas zależy, które z nich uznamy za własne. Chociażby tak niewinne Halloween. Jedni potraktują je z przymrużeniem oka, inni dopatrzą się w nim wszelkiego zła. Biorąc pod uwagę, że taki sam los spotkał transfuzję krwi, szczepienia, przeszczepy, sekcje zwłok, ta niewinna zabawa nie jest warta takiego zaangażowania i czynionego wokół niej zamieszania.
-
@stach: Nie chciałem pisać tego personalnie, bo nie mam pewności, czy podzielasz dokładnie taki pogląd.
Czy zło i dobro trzeba definiować? I czy jest to możliwe? Na pewno każdy zinstytucjonalizowany system ideologiczny ma już takie (skądinąd ograniczające i upraszczające) ramy więc jeśli ktoś życzy sobie przynależeć do takiej czy innej religii, raczej ciężko mu będzie "stanąć pomiędzy". Są poza tym też inne, specyficzne dla danej grupy definicje czy dogmaty, jak np. owo opętanie, co trochę utrudnia ustalenie uniwersalnych definicji dobra i zła. Naprawdę trudno serio i obiektywnie dyskutować o ezoterycznych, nadprzyrodzonych zjawiskach, które stanowią element subiektywnych wierzeń pewnej grupy ludzi. A więc obawiam się, że opętanie i ewentualne bycie na nie narażonym to problem ludzi, którzy w opętanie wierzą. Zawszę będę bronił wolności wierzenia w najdziwaczniejsze rzeczy, ale wolnyś dopóki nie ograniczasz wolności innych. A że presja otoczenia i moda? No niestety, to już chyba ciężar, z jakim boryka się każdy rodzic. A prywatnie uważam, że dzieci są narażone na dużo groźniejsze i bardziej "złe" wpływy otaczającego nas świata niż halloweenowa maskarada. No ale, jak wspomniałem, niech każdy obawia się tego, w co wierzy. Niektórzy Amisze uważają, że guziki w ubraniach są przesadną dekoracją, a to oznaka próżności prowadzącej do moralnego zepsucia.
Co do sterowania - zgadzam się, ale również ostrzegałbym przed popadnięciem w paranoję.A nawet sami sobie płatamy psikusy, bo przecież ani wierzący nie potrafi przedstawić dowodu na istnienie Boga, ani niewierzący na jego nieistnienie. I nic się od czasów tego wykpiwanego średniowiecza nie zmieniło.Upierałbym się, że ciężar udowodnienia istnienia czegoś spoczywa na wierzących w owo istnienie. A od czasów średniowiecza zmieniło się wiele, przede wszystkim stan wiedzy, a właśnie nieumiejętność wytłumaczenia wielu zjawisk była powodem ich przypisywania sile sprawczej inteligentnego nadprzyrodzonego bytu.
@jaKa: sam nie wiem, muszę chyba założyć jakieś
eksperymentalne laboratorium monitorowania osobowości :D -
Kalinka, Kalinka, sialalalala:)
Tak sobie jedziemy po tym średniowieczu i jedziemy, ale nie jestem pewny czy do końca słusznie. Rozwój to nie tylko przejście z liczmana do komutera. Odczłowieczonego człowieka nie daje się w dalszym ciągu uczłowieczyć. Popatrz na przykłady owego "dynamicznego rozwoju" w tej tylko dziedzinie.
W 1099 roku paru znamienitych typków w rodzaju Adhemara de Monteil, Rajmunda z Tuluzy i Bohemunda z Tarentu zniwelowało Jerozolimę a misję zakończyło rzezią ocalałych wojowników i mieszkańców nie wyłączając dzieci, kobiet i starców. Trudno powiedzieć ile tych ofiar było naprawdę, bo źródła arabskie podają liczbę 30000, syryjska kronika aż 70000, ówcześni chrześcijanie tylko 10000 a współczesna "polska" Wiki - 40000. Ale dobra, wniosek jest jasny - zero człowieczeństwa.
Przeskoczmy ze sto lat pomijając jakieś tam trywialne królobójstwa i zatrzymajmy się na roku 1209 kiedy to w miasteczku Beziers w akcji przeciwko Katarom krzyżowcy okazali sie tak skrupulatni, że pozbawili życia kilkanaście tysięcy ludzi, na marginesie według "polskiej" Wiki nie wyłączając chrześcijańskich kapłanów, co jest nieprawdą, bo owi kapłani zdążyli byli zmyć się wcześniej. Ale to ciągle średniowiecze, nadal można dochrzaniać się do Kościoła, wniosek - zero człowieczeństwa, choć ówczesny świat delikatnie jednak sygnalizował swoje oburzenie. Walimy dalej i z rokiem 1289 odnotowujemy prawie całkowite wyrżnięcie Prusów przez Krzyżaków. Ilu tych Prusów padło przez te lata trudno powiedzieć, ale człowieczeństwa jak nie było tak...nie było.
I tak mijał sobie czas aż minął i nastał Renesans. Mocne uderzeniem pod Azincourt a dalej poszło już normalnie czyli Święta Inkwizycja, konkwista i podobne zawieruchy. Człowiek nadal był dla człowieka bydlakiem. Minęło to, minęło tamto i nastała rewolucja francuska, przy której już nadużyciem byłoby dowalać się do Kościoła Katolickiego, bo z dnia na dzień z jastrzębia stał się małą myszką a po latach w 1880 roku "Imperium Francuskie" uczyniło sobie nawet z rzezi stu tysięcy istnień ludzkich narodowe święto. Człowiek nadal "rozwijał" swoje człowieczeństwo. Na początku XX wieku Turcy "wykończyli" ponad milion Ormian i do dnia dzisiejszego nie chcą nawet słyszeć o uznaniu tego faktu za ludobójstwo wychodząc pewnie z założenia, że ludobójstwo zaczyna się przynajmniej od dwóch milionów a jeden milion ofiar to tylko niewarty zachodu incydent. Człowiek nie wysnuł żadnych konkretnych wniosków z okropieństw obu światowych wojen. Mityczni dziś, według wielu uważajacych się za cywilizowanych mędrców, naziści przebili dokonaniami resztę świata. Wiernie sekundował im Stalin a mimo to jeszcze przed zakończeniem drugiej wojny światowej uważani przez świat za główną ofiarę nazizmu, Żydzi, w mundurach NKWD i MBP rozpoczęli eksterminację polskiego podziemia, dalej Amerykańce zrzucili na zwykłych ludzi atomowe bomby a Francuzi już kawał po wojnie oprócz indochińskich rzezi zafundowali mieszkańcom polinezyjskich wysepek kilka popromiennych przykrości. Tyle zmieniło się od średniowiecza. Od owego odczłowieczenia człowieka.
A co z kwestią biedy? Widuję ją i w Polsce dziś. Jest straszna. Prawie jak ta średniowieczna. Nawet bez poprawki na te parę setek lat "dynamicznego rozwoju"...
Zgadzam się już. Pal diabli Halloween. -
Janie..., wyprostowałeś co się u mnie chwiało, dopracowałeś szczegóły. Co do końca wypowiedzi to tym razem ja proponowałbym ostrożność. Oprócz dwóch opcji: nieumiejętności wyjaśnienia i umiejętności jest jeszcze trzecia - niemożność.
-
Tak sobie beztrosko użyłeś największych zbrodni ludzkości, żeby mi udowodnić, że nic się nie zmieniło od wieków średnich? Zmieniło się. Całe nasze postrzeganie świata. Wiemy, że wojny niczego nie rozwiązują, dlatego protestujemy przeciwko nim na ulicach. Niesiemy pomoc poszkodowanym na całym świecie, działamy w organizacjach mających zapobiegać biedzie i wykluczeniu, bronimy ludzi skrzywdzonych przez rządy, chronimy Ziemię przed nadmiernym eksploatowaniem...
Tymi działaniami staramy się zmieniać ludzką mentalność, bo żądza władzy, dominacji i wyzysku mają się tak dobrze, jak przed wiekami. Rewolucja nie zastąpi ewolucji. Do tego potrzebny jest czas. Może jeszcze nie my, nie nasze dzieci, ale w końcu ludzkość zrozumie, że dorabianie się na wojnach jednostek nie ma prawa bytu w cywilizowanym świecie.
I tak. Rozwój to też przejście"od liczmana do komputera", bo chociażby szybka komunikacja zapobiega wielu niepożądanym działaniom.
Dlaczego ludzkie życie sprowadzasz do konfliktów i zbrodni? Przecież nie tylko wojnami człowiek żyje. Na świat przyszło czwarte pokolenie Polaków, którzy wojnę znają tylko z historii. Naprawdę nic się nie zmieniło??? -
Ależ Droga Kalinko, źle mnie zrozumiałaś.
Nie odmawiam technice przynależności do rozwoju. Przeciwnie. Przecież to podstawa. Dlatego użyłem zwrotu "nie tylko".
Gdybyśmy wiedzieli, że wojny niczego nie rozwiązują to byśmy tych wojen nie prowadzili. Wiesz Ty, wiem ja, parę osób z Pajęczna, Działoszyna i może z Jersey City.:) A to za mało aby wojen nie było. Liczysz na więcej w przyszłości? Że w 2245 roku zemrze ostatni typ, który znajduje przyjemność w prowadzeniu wojen?
A guzik.
Ponieważ, jak wspominasz wszystko się zmienia, zmienia się więc i pojęcie wojny. W dzisiejszych czasach już nie wypada jej kojarzyć tylko z pukawkami i obwicie lejącą się krwią. Bywa, że tej wojny wcale się nie zauważa a ona trwa w najlepsze. Odczuwa się jej skutki, choć nie bardzo wiadomo co jest ich źródłem. Taka wojna też potrafi być okrutna jak jasna no, tego tam.
Weź pod uwagę wojnę cybernetyczną, propagandową, apartheidu przedmiotowego itp. czy w ogóle całą wojnę hybrydową gdzie często nie można zdefiniować agresora. A jak nie można pokazać paluchem wroga to nie można zaskarżyć go do jakiegoś tam trybunału. Czyli nie można bronić ludzi. Tak jest na przykład na Ukrainie. Który rząd można w tym wypadku zaskarżyć chcąc bronić ludzi? Jak i gdzie chcesz zaskarżyć typków z drużyny Allaha urządzających masakry na ulicach miast europejskich?
W latach siedemdziesiątych Islandia prowadziła wojnę z Wielką Brytanią. Nie było wojska, kanonady, nalotów (zresztą Islandia wcale nie ma armii), a mimo to kupa brytyjskich rybaków poszła z torbami. Przegrali. Takie będą wojny w przyszłości. Nadeszły takie czasy, że nie bardzo wiadomo przeciw komu protestować i można sobie do usranej śmierci robić malunki kredami. Amerykanie też protestowali przeciwko włączeniu się USA do wojny a wystarczył mały trick starego Roosevelta i na tym się skończyło. A dziś? Dziś takich tricków jest cała masa. Ludzkiej natury nie da się zmienić hurtowo. Zawsze znajdzie się ten, który chce mieć więcej. Sama zresztą przyznajesz, że "żądza władzy(...)ma się tak dobrze jak przed wiekami". Jeśli przez wieki niewiele się w tym względzie zmieniło to kiepskie są gwarancje, że nastąpi poprawa. A idealiści idą na pierwszy ogień. Bo łatwo nimi manipulować. Skoro uwierzyli w jedno, to uwierzą i w drugie. Jak nasi Powstańcy Styczniowi czy Chłopaki i Dziewczyny z Powstania Warszawskiego.
A Ziemi nie da się obronić przed nadmiernym wyeksploatowaniem. Co to w ogóle znaczy "nadmiernym"? Kopaliny się nie regenerują. No chyba, że zechcesz poczekać te parę milionów lat na węgiel brunatny gdzieś na terenach zalewowych w strefie równikowej:). Nasz własny postęp nas zabija. Rozwój nauki. Mamy szczepionki, transfuzje, przeszczepy, żyjemy dłużej, jest nas więcej, potrzebujemy więcej ropy, węgla, rud, wody!, i petów. To ostatnie to mój ukłon w stronę samego siebie:) Po jakimś czasie zaczyna brakować tego czy tamtego. Stachu ma dwie pacyny węgla, Kalinka ani jednej. Kalince jest zimno, więc chwyta za szpadel i leje Stacha po łbie. Wojna. Rodzina i kumple Stacha protestują, ale to Kalinka ma szpadel w dłoni. Taka jest prawda.
No to jak z tymi grzybami:) Co zbieramy? -
Stasieńku:))) Nie traktujże mnie tak protekcjonalnie.:) Wszak jestem kobietą i o wojnach wiem tylko tyle,ile mężczyżni zechcą mi opowiedzieć.:) Ale wiem na przykład, że dotychczasowa Akademia Obrony Narodowej zmieniła się w Akademię Sztuki Wojennej. Już sama nazwa służy odstraszaniu wroga.
:)))Coś mi mówi, że ktoś się nieżle bawi.
Żyłam sobie jak ta bżdziągwa, beztrosko rodząc dzieci, a tu się okazuje, że czasy są niepewne. Otacza nas tylu wrogów.:)))
I jeszcze prośba. Nie sprowadzajmy naszych rozmów do debat oksfordzkich na takie złożone tematy. Możemy ich nigdy nie zakończyć.:)A my tu, wiesz, o tej słynnej du...:)
Na grzyby? A może na ryby lub lwy-by??? Kolorowych snów.:)
Odpowiedz w wątku
Na forum piszą zalogowani. Zaloguj się przez Google, Facebooka albo e-mail – zajmie to chwilę, bez hasła.
Zaloguj się, aby odpowiedzieć